LC · lit. polska · lubimyczytac · recenzje · wspomnienia

Dom z piasku i mgły* – Persymona, Katarzyna Maicher

persymona-b-iext23421129Kiedyś, po jakimś spotkaniu, koleżanka szepnęła mi na ucho, że mój szef to klasa sama w sobie i że jest cudowny. Cóż, była to miła rzecz więc powtórzyłam szefowi, a on skwitował, że teraz może być tylko gorzej.

Z bardzo dobrymi debiutami też tak jest, to drugą książką, drugą płytą potwierdza się ten kunszt i zalicza test. Nie wydaje mi się aby to był casus Katarzyny Maicher. Jakoś nie do końca poczułam obawy o jej kolejną książkę, ponieważ już w pierwszej zbudowała bramy do swojego postrzegania świata. Może jeszcze nie zupełnie równo wytyczyła ścieżki, może jeszcze nie całkiem udało jej się wyplewić ogródek i zebrać zeschnięte liście, ale to, co przedstawiła nam już teraz, choć nie idealne, jest świetną zapowiedzią na przyszłość.

Znów trafiłam na meandry pamięci, zakamarki w których lubię błądzić i się w nich gubić, nie odnajdując czasem tego, co szukam lecz to, czego nie przyszłoby mi do głowy szukać. Ile prawdy jest w zachowanych skrzętnie obrazach? Ile domysłów? Niedopowiedzeń zamienionych w pewność? Ile snu? Czasami czuje się jak moja dzielnica. Oddycham nierówno, gdy nad domami przelatują dzikie gesi (…) Myśl, że mogę kiedyś utracić dzielnicę, nie daje mi spokoju. Oznacza, że będę musiała na nowo zdefiniować własną tożsamość**

Nie da się utkać mgły ze słów, nie da się wypunktować złudzeń, zamknąć niepewności w kilku zdaniach. Niezwykle trudno jest odtworzyć drogę ze szkoły do domu, przestrzeń między meblami i milczenie przy stole, kiedy te wszystkie wspomnienia są jedynie wybrzuszeniami na skórze, wysypką, która swędzi, ale której nie widać. Jak ją pokazać, by nie ujść za przewrażliwionego hipochondryka? A jednak można… Moje sny nie kłamią, wierzę ciału. Teraz wydobywam z niego historie – z samego dna – i patrzę ze strachem na szkody** Tak, historie które opowiada, które próbuje przywrócić, wydłubane są z czeluści czarnej ziemi. Opowiadane bez nadmiernej emfazy, niby spokojnie, kryją w sobie niepokój zarówno małej dziewczynki jak i dorosłej kobiety.

Uwielbiam, kiedy wspomnienie jest dziecięcym płaszczem narzuconym na dorosłego człowieka i nadal nie ciśnie, nie uwiera. Strzepujesz kurz i widzisz na sobie całkiem nowe stare ubranie. Fałdy układają się miękko, choć w innych miejscach tworzą się zagięcia. I czujesz ciepło bijące od właściciela, choć nosił je jakby w poprzednim życiu; „(…) Ja natomiast ciągle widzę dziewczynkę przy szafce na ubrania, nienaturalnie wykręconą, sięgającą za plecy. Palce próbują chwycić guzik, przewlec go przez małą dziurkę, by wskoczył wreszcie na właściwe miejsce. Te starania są wzruszające. Chcę podejść do dziewczynki i szepnąć, że istnieje prostszy sposób, że nie musi się tak męczyć. Rezygnuję jednak.”**

Ilu słów potrzeba, żeby czas wyleczył rany? Do ilu szuflad trzeba zaglądnąć, pod ile łóżek się schylić, by odnaleźć klucz do komnaty Sinobrodego? Teraz, kiedy ma się w sobie odwagę, by otworzyć zakazane drzwi, żeby dotknąć nienazwanego, oswoić pod palcami i wyrzucić? Ile pewnych kresek wystarczy namalować na kartce, by zmrużenie powiek uzupełniło nam obraz, schowany w białych dziurach? Z pozycji czytelnika, chciałabym powiedzieć jak najwięcej, bo świat, w którym zamieszkałam na kilka dni, choć bolesny niósł piękno. Z uwagi na autora/narratora chciałoby się życzyć jak najmniej, żeby w miarę możliwości szybko odtworzyć rysunek, zmiąć kartkę papieru w kulę i wyrzucić daleko za siebie.

Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że następnych obrazów, nie trzeba będzie pozbywać się tak szybko.

*Tytuł zaczerpnięty z filmu Vadima Perelmana “House of Sand and Fog”

** cytaty pochodzą z recenzowanej książki

Recenzja ukazała się na portalu www.lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy