Uncategorized

kiedy zamknę książkę …

im więcej sięgam do książek tym trudniej mi o nich pisać. czuję się  niekompetentna, zapominam zdarzenia, imiona bohaterów, czasem umyka mi historia. zostają jakieś cytaty, urwane myśli, jakieś daleko idące interpretacje albo skojarzenia. I co ja mam z tym zrobić??? znaczy ja wiem co, ale po co to komu ?

pamiętam jak kilka lat temu zachodziłam w głowę zastanawiając się nad sensem prowadzenia bloga o książkach. przepytałam sporo osób, potem wydawało mi się, że zrozumiałam, ale to było tylko złudzenie.

nigdy nie umiałam napisać jaki ból, fizyczne cierpienie odczuwałam podczas czytania Dziewczyny z poczty, ten fragment kiedy Christine zaczyna wszystko rozumieć … jak płakałam nad Chłopcem z sąsiedztwa, kiedy dotykałam tego, co nienapisane, co się zmaterializowało w jakiś pumeks i tarło moją skórę. nigdy też nie chciałam o tym tak napisać, bo jak mówić o rzeczach tak intymnych tak pierwszych?

jest tyle fragmentów w tylu książkach a jednocześnie tyle życia poza okładką.

mieszkam w tylu światach. jakoś próbuję je z sobą pozszywać, co w sumie tylko pogarsza sytuację, bo nie mam jednego sznura, na którym bym mogła powiesić całe to pranie. jest tylko woda, która z niego kapie i wsiąka w ziemię. mam widoki. przemijające chmury. noce i dnie. i miskę pełną prania

pamiętam słońce, kiedy wieszałam prześcieradła, pamiętam jak mi omdlewały ręce od ciągłego podnoszenia w górę, jak mi wypadały klamerki. pamiętam sąsiada, który mi się ukłonił przechodząc i jak wyciągnęłam ciemną skarpetkę pośród bieli bielizny …

i zapominam. mylę skarpetki i nie składam ich w pary, męski sweter pakuję do damskiej szuflady, nocną koszule biorę za sukienkę z prześcieradła robię zasłony … i mam się wypowiadać o porządkach w domu?

tam, gdzie mieszkam, nie dopija się herbaty i nie dopala papierosów, nawet pali się cztery na raz w każdym pokoju po jednym. klucze chowa się do lodówki i wychodzi przez okno. nie zaczyna się myśli i się ich nie kończy. żeby ich nie obnażać, chodzi się koło nich na palcach i zostawia w spokoju żeby zakiełkowały lub nie. nikt nie ogarnia ogrodu.

i kiedy się oddalam, by spojrzeć na swoje podwórko z perspektywy, w tym ułamku sekundy doznać olśnienia, którego nie sposób zatrzymać, ale które zostawia po sobie jakieś pęknięcie, to mam ochotę pogłębić tę dziurę, żeby się w niej schować cała.

nic nie jest tak, jakbym chciała. i nie umiem tego zmienić.

i tak mi smutno

Advertisements

4 thoughts on “kiedy zamknę książkę …

  1. Czuję się podobnie, w temacie książek i skarpet też 😉 Nie dopijam kawy, znajduję wieczór książki w miejscach, w których byłabym pewna, że nie byłam, gdyby nie fakt, iż wiem, że moich książek nikt nie rusza. Wszystko wróci do normy, a nawet jeśli nie, to i tak jest pięknie 😉

    1. Vi co prawda w przenośni ale normę właśnie opisałam powyżej. lepiej nigdy nie było, zawsze co najwyżej udaję.
      czasem tylko o tym zapominam i przestaję się przejmować erudycją innych i dziurami w swojej pamięci, swej ułomności kojarzenia faktów i postrzegania. zapomnę i tym razem. oby za niedługo:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.