LC · lit. polska · recenzje

Wiboczki – Niebko, Brygida Helbig

Niebko_Brygida-Herbig,images_product,15,978-83-7747-959-9Podwórko. Godzinami bawiła się z dziećmi na dworze; łazili wokół bloków, zbierali szkiełka spod kiosków i śmietników, bo tam leżało najwięcej butelek porozrzucanych przez pijaków. Zbierali porozrzucane, kolorowe papierki od cukierków, listki. I robili z nich tak zwane niebka. Skąd się wzięła ta zabawa, nie wiadomo. Wykopywali dołki, układali w nich śliczne wzorki ze złotek, sreberek, znalezionych kwiatów i traw, przykrywali szkiełkiem, zasypywali. Trzeba było dokładnie zapamiętać topografie miejsca, wiedzieć, gdzie ukryło się skarb. O sekrecie wiedziało zawsze kilku przyjaciół*

U nas to się nazywało widoczki i pamiętam, jak namiętnie grzebałam się w ziemi wymyślając coraz to piękniejsze aranżacje. Chętnie odpłynęłabym teraz do krainy swojego dzieciństwa, bo nie ukrywam zarówno te widoczki jak i magiczna luneta (natychmiastowe skojarzenie choć nie wspomniane w powieści) , której każdy obrót wywoływał zmianę układu kolorowych szkiełek tak, by powstała nowa kompozycja, roztkliwiły mnie niezmiernie. Niestety nie jest to moje pięć minut.

Bohaterka powieści, Marzena też miała takie niebka i teraz, po latach z pomocą rodziny próbuje je odszukać, odkopać i sprawdzić, co się z nimi stało. Przy okazji udaje jej się odnaleźć nie tylko swoje skarby. Gotowa na konfrontacje, na spróbowanie nawet zgniłych owoców ze swojego drzewa genealogicznego niestrudzenie pyta , docieka, nagabuje. I snuje opowieść. Pozornie we wszystkie strony ale cel jest jeden. Odnaleźć wszystkie niebka. Zapisać przeszłość lub ją odmalować albo po prostu zapełnić.

Wszystko to brzmi pięknie, bo na przykład ja osobiście lubię takie powroty w krainy niegdyś zamieszkane, które przykrywa prześcieradło czasu, pozornie chroniące przed zniszczeniem. Też chętnie cofam się do swoich widoczków i sprawdzam, czy są takimi, jakie je zapamiętałam, czy też moja pamięć wygładziła lub zaostrzyła kontur, czegoś ujęła a czegoś dodała. Czasem okazuje się, że muszę nauczyć się przeszłości od nowa, lub dodać do niej parę ważnych ścieżek, które dotąd ignorowałam. Nie inaczej jest z Marzeną. Czytelnik, trochę jak przyjaciółka, jest świadkiem odkrywania sekretów z przeszłości, ogląda dorosłymi oczami rozległe polany dziecięcego czasu i… coś go uwiera …

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że całą historię oglądam przez płot. Coś mi przeszkadzało pochwycić wzrokiem czas przeszły aż po sam horyzont i dać się ponieść cudzej, skądinąd ciekawej historii, ściągnąć buty i pobiec w drugą stronę. Wstecz. Wciąż przeciskałam oczy przez szpary, wpychałam ręce między sztachety, żeby bardziej poczuć i bardziej być, żeby przeżyć i tamtą historię i swoją na nowo. Chciałam się zamachnąć, zapomnieć, pokrzyczeć. Ale mi się nie udało. Może nie przemówił do mnie język, stylistyka zdań. Może zabrakło mi powietrza, albo jakiejś mgły, która byłaby łącznikiem między zdarzeniami, jakiejś niewidzialnej nici, którą mogłabym czuć pod palcami, czytając. Bo zdecydowanie byłam zbyt zdystansowana.

Nie mniej, choć lektura nie rzuciła mnie całkiem na kolana, uważam ją za obiecującą i wartą uwagi. Osobiście bardzo lubię powroty. Nie wykluczam również, że Wam w przeciwieństwie do mnie, uda się znaleźć furtkę, przejść  i odetchnąć pełną piersią.

*Brygida Helbig, Niebko, W.A.B.,  2013, str.284

Recenzja ukazała się na portalu www.lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy