lit. rosyjska · lubimyczytac · recenzje

Nie czas na łzy – Czas kobiet – J. Czyżowa

Czas-kobiet_Jelena-Czyzowa,images_big,1,978-83-7536-546-7Trochę zbyt wyświechtane powiedzenie mówi, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Zapewne tyle w tym słuszności, co i stereotypu, ale analiz socjologicznych prowadzić nie zamierzam, natomiast, nie ukrywam, kołatał mi się ten frazes z tyłu głowy podczas lektury „Czasu kobiet”. Bohaterki Czyżowej są rodziną z przypadku (za wyjątkiem Antoniny i jej córki) i na ten przypadek trochę złożyła się wojna, trochę ustrój powojennej Rosji i trochę czyjś palec, który niemo popycha zdarzenia  w bliżej nieokreślonych kierunkach. Jest jakiś tor, jakiś pociąg, który co chwilę ma awarię. Jakiś plan podróży, na zmianę którego wpływa każda kolejna stacja. Jest  i obdrapany przedział,  który w każdej chwili mogą kazać opuścić i konduktor, postrzegający swoją pracę, jako coś daleko więcej niż sprawdzanie biletów (Zoja Iwanowna – przewodnicząca związków zawodowych w fabryce, w której pracuje Antonina).

Antonina ma córkę, lat około 6, która nic nie mówi, w związku z czym nie chodzi do przedszkola. Niemało przysparza to zmartwień jej matce, która niejednokrotnie bierze w fabryce dwie zmiany, by utrzymać zarówno swoje dziecko, jak i trzy przyszywane babcie, które zajmują się jej edukacją.

I tak się potoczyło: rano do roboty, z roboty – po sklepach, tu odstać swoje, tam odstać, a w domu jakbym służącą była. Oprać wszystkich, posprzątać, ugotować. Emerytury mają tyle, co kot napłakał. Przyszło dokładać. Za to dziecko jak księżniczka. Trzy niańki na nią jedną dopilnowana, uczesana. Na spacery wyprowadzają, książki czytają. Uczą, kto to słyszał, francuskiego.

Podczas gdy dziecko dorasta otoczone troskliwą opieką, Antoninie z każdym dniem coraz trudniej uciec od fabrycznego cerbera w postaci Zoi (wspomniany kontroler), która czuje moralny obowiązek, by ją pouczać w kwestii wychowania i układania sobie życia. Antonina, co ty robisz ze swoim dzieckiem? Dziewczyna sześć lat niedługo skończy, za dwa lata do szkoły .Dobrze, chorowała, póki była mała. Chyba już wydobrzała, co? A cały czas z babką siedzi. Normalne dzieci chodzą do przedszkola.  Dorzućcie do tego resztę bab z fabryki; jedna coś powie, druga dorzuci, trzecia zmyśli i rzeczywistość zostaje gdzieś zapisana obcymi ustami, zupełnie nie tak, jak wygląda. Ale przecież z zewnątrz widać lepiej. Obcy lepiej wie, czego nam trzeba, a Państwo to już w szczególności.

Jest w pisaniu Czyżowej dużo ziemi. Ale jest i wiele zdań, które chętnie wyrwałyby się w powietrze, czuć nawet czasem jakiś powiew wiatru, jakieś otwarte okno, przez które ktoś się wychyla. Gdzieś w jakąś przestrzeń próbuje się wbić wzrok Antoniny i nawet czasem ręce wyciąga, by się czegoś uchwycić, ale niestety nie znajduje żadnego sznurka, żadnej dłoni. Więc osiada z tych wspiętych palców przytłoczona ciężarem słów ziemistych, namacalnych, w które owinęła ją historia. I można byłoby powiedzieć, że to opowieść o  pięciu nieco przypadkowych kobietach, osadzona mocno w realiach powojennej Rosji , gdyby nie jedna, mała dziewczynka. Sześć lat ludzkiego, jeszcze wątłego istnienia, które jest jak butla z tlenem, jak skrzynia skarbów schowana głęboko pod łóżkiem, którą maca się codziennie sprawdzając, czy nadal jest i czy nic w niej nie zginęło.

Siuzanna, (dla babć Sofija) edukowana przez trzy babki, ukochana przez cztery kobiety, została w pewnym sensie przez nie ocalona, bo wszystkie cztery umiały z ziemistego  życia wytargać tą złotą, niemal niewidoczną nitkę. Mimo błota, poranionych palców i okrutnych mrozów. Mimo historii, przeciwieństw losu, pomówień i kłamstw, w malutkimi przyciasnym przedziale tego pociągu donikąd zmieściły się jeszcze uczucia najczystsze, te najpierwsze…

I myślę, że one budzą się na nowo z każdą lekturą książki. I oby nie ulotniły się wraz z jej zamknięciem.

 

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Advertisements