LC · lit. polska · lubimyczytac · wojna

Nieludzko dobra rzecz – Paweł Potoroczyn

Ludzka-rzecz_Pawel-Potoroczyn,images_big,31,978-83-7747-833-2Pisanie, czytanie, ludzka rzecz, myślę sobie. Tylko jak o nieludzko dobrej książce napisać po ludzku?

Są tacy, co będą myśleć tydzień i w 15 min zrobią robotę. Dobrze za pierwszym razem. Są też tacy, co myślą i robią jednocześnie, w konsekwencji czego tekst często rozgałęzia się we wszystkie strony, mnożą mu się głowy, z których każda w inną stronę patrzy, a czasem nawet jakąś siarką chuchnie.

A ja chyba jestem z tych, co myślą, tyle że bez konsekwencji, którą powinien reprezentować tekst. Dobry za pierwszym razem. I też z tych, co we wszystkie strony piszą, i smoka mają o stu głowach tyle, że bez tułowia. Więc zanim spojrzy już umiera.

Próbuję zatem zacząć od jaja.

Nachylam się nad akapitem i z bliska analizuję, podziwiam, wącham, smakuję. Wiem, że jadę wagonem first class, tylko jak tu ulotne doznania opisać wiecznym piórem? Jak skroplić lub sproszkować zapach czy smak? Mogę potem rozwadniać, byle chociaż kroplę koloru wyłuskać.

Więc dobrze, odkładam książkę na półkę i wzrokiem obejmuję wszystkie kartki jednocześnie i grzbiet, i okładki, bez szczegółowych analiz, mrużę oczy i czekam na horyzont, co ma mi się zaraz z tego mroku wyłonić. Te kilka słów, w które książkę ubiorę i wyślę w świat pociągiem osobowym, bo najbardziej ludzki. Ale nadal nic …

Nie mogę się poddać przecież, bo książka ludzka rzecz a i historia ludzkie losy waży i ciężar ten na stronach widocznie odciśnięty, choć dla mego umysłu chyba nieosiągalny. Widoczny ale nienamacalny. Pojęty ale nienazywalny.

Bo Skrzypek umarł, zanim zdążyłam otworzyć książkę. Poważanie i strach wzbudzał pewnie za życia, bo po śmierci najwięcej zainteresowania wzbudzały na odwrót włożone buty. A jednak od tych butów począwszy śladów szukamy wstecz i za Skrzypkiem i za Piórkowskimi cofamy się w tył, by ludzkim losom z bliska się przyjrzeć i przyziemne przywary poznać, by po ludzku się roześmiać, zadumać, bądź wkurzyć. Za Skrzypkiem trudno nadążyć, bo odchodzi i wraca i po partyzancku w czasie wojny po lasach się kryje, a wiadomo jak partyzant się schowa, to weź go człowieku znajdź. Sam wróg nawet nie daje rady. Więc go szukamy u Wandy, u księdza Morgi, a i u dziedzica o niego zapytać można. Nikt nie widział, nikt nie słyszał a jak ktoś wie, to niewiele mówi. Więc może lepiej zaczekać na ławce przed domem albo w okolicach piekarni aż sam przyjdzie. I przychodzi. A między jego powrotami wieś po ludzku się toczy, życiem codziennym, z problemami, w których wojna nie zawsze zajmuje miejsce pierwsze.

Bo Wojna to wojna, a wieś to wieś i także swoje prawa ma. Nikt tu nie ma czasu, żeby długo urazy chować, mieć muchy w nosie albo mieć za złe. Rachunki wraz się wyrównuje, a sprawiedliwość własnoręcznie wymierza, bo i na co tu czekać. W ruch idzie co pod ręką, i nikt nie prowadzi żmudnych studiów nad energia kinetyczną sztachety ani nad krzepliwością krwi. Zupełnie jak na wojnie. O pole, o miedzę, o drzewo na opał. O to, kto zaczął. Nie ma tylko osobnych cmentarzy dla zwycięzców i zwyciężonych, ale poza tym woja na wsi to nic nowego. Wieś to jest wojna, tylko taka, co raczej dba o swoje groby.*

I jak tu o wojnie czy o Piórkowie pisać, kiedy Potoroczyn użył do tego jedynych właściwych słów? A z tego, co mi zostało niczego sensownego ulepić się nie da.

Monika Stocka

*Paweł Potoroczyn, „Ludzka rzecz”, W.A.B 2013

Recenzja ukazała się na portalu www.lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy