Uncategorized

Zamki na piasku

 

Szklany-zamek_Jeannette-Walls,images_big,17,978-83-63142-90-2Po lekturze Nieokiełznanych, w której Jeannette Walls wspominała swoją babcię Lily, na „Szklany Zamek” po prostu czekałam z utęsknieniem. Nie ukrywam, że autorka nie porwała mnie ani swoim stylem, ani atmosferą. Tym, co mnie urzekło, była osobowość głównej bohaterki i… chyba prawda. Piszę „chyba”, bo wciąż nie wiem tak do końca, jak nazwać ten magnes, którym ponownie przyssałam się, tym razem do życia czwórki dzieciaków i ich rodziców.

Jeszcze w „Nieokiełznanych” mogliśmy się zorientować, że córka Lily Casey, Rose Mary, to niezłe ziółko i choć gdzieś po cichu liczyłam, że weźmie w niej górę krew matki, nie spodziewałam się cudów. I słusznie. Rose Mary daje popalić nie tylko swoim dzieciom, ale chyba przede wszystkim czytelnikom.

Choć sama jestem matką, nie zamierzam oceniać metod wychowawczych Rexa i Rose Mary, ale przyznam, nie raz burzyła się we mnie krew. Bo jak tu mieć sympatię do ojca, który rozbija skarbonkę z rocznymi, ciężko zarobionymi, oszczędnościami trójki swoich dzieci, żeby je zwyczajnie przepić? Z drugiej strony, jak przekląć ojca, który bez szemrania, w kilka dni zebrał (wygrał w karty) dla córki 950 dolarów, brakujących do spłaty czesnego za studia, podczas gdy sam pozostawał wówczas bezdomnym (poniekąd z wyboru)? Matki nie oceniam, moje nerwy (a może skostniały światopogląd?) tego nie zniosą. Założyłam po prostu, że była totalnie odklejona od szablonów rodzicielskich, jakimi operujemy w społeczeństwie. Wolę myśleć, że nie była do końca świadoma zarówno swoich obowiązkówm, jak i życia, które fundowała swoim dzieciom. W przeciwnym razie, ja, czytelnik, nie dźwignę tej opowieści.

„Szklany Zamek”, czyta się trochę jak wielką hippisowską przygodę, w której nie chce się brać udziału. I choć wszystkie trudy, głód, bójki ukształtowały Jeanette i jej rodzeństwo (choć najmłodsza z nich, Meureen, nie wyszła z tego dzieciństwa bez szwanku), nie zazdroszczę im pierwszych nastu lat życia. Początkowo zastanawiałam się, jakim cudem ona nie ma żalu do rodziców? Przecież jej matka podjadała po kryjomu czekoladę, podczas gdy dzieci grzebały z głodu po śmietnikach. Ojciec nieustannie pił. Żadne nie kwapiło się do stałej pracy, nie dbało o rachunki (bywało, że zimą dzieci trzęsły się z zimna), bagatelizowano próby molestowania seksualnego, a mimo to we wspomnieniach Jeanette Walls, nie ma goryczy ani wyrzutów. Brak złości, nawet takiej utajonej, do której przecież miała pełne prawo.

Gdzie więc tkwi sekret? Czy jest coś, o czym nie doczytałam? Czego nie pojęłam? Czy między linijkami czai się brakujący puzzel, czy ujawnia go stylistyka zdań?

I myślę sobie, że jedyną odpowiedzią, na moje wszystkie zdumienia i znaki zapytania, jest miłość. I że pomimo tej nieposkromionej ochoty na krytykę, w tym przypadku, nie mamy do niej prawa.

 

Recenzja ukazała się na portalu Lubimyczytac.pl

lc_logo

Reklamy

2 thoughts on “Zamki na piasku

  1. Witaj,
    Pozwoliłam sobie wkleić na moim blogu linka do powyższej recenzji. Od dzisiaj będę śledzić Twoje książkowe rekomendacje.
    Pozdrawiam ciepło z Kalifornii,
    Marysia

Możliwość komentowania jest wyłączona.