lit. polska · wspomnienia

Salki – Wojciech Nowicki

Salki_Wojciech-Nowicki,images_big,25,978-83-7536-515-3Dla takich książek chce się czytać, chce się przejeżdżać stacje przystanki, wdepnąć w błoto. I nic nie szkodzi, że buty nowe albo zamszowe a za chwilę ważne spotkanie. W takich książkach umyka powietrze, czas i coś co się nazywa naszym życiem. W takich książkach ważne są zdania, które nas zszywają z kawałkami rozrzuconymi w przestrzeni.

Po takich książkach, zaglądasz pod łóżko, za szafę pod obrus i szukasz wczorajszego dnia, który Ci dotąd umykał niezauważenie.

Nie wiem, jak napiszę recenzję tej książki, żeby jej nie zepsuć …

 

 

Tymczasem posłuchajcie:

Z moich domów z moimi domami w głowie wyjeżdżałem i czułem się bezdomny. Bo w podróży, dalszej, na długo, może się zdarzyć wszystko, tak mnie nauczono. Droga urywa się nagle, chociaż jest na mapie. Wiadukt zawisł w połowie, zamiast ciągu dalszego jakiś pordzewiały znak drogowy i zamiast drogi tylko piasek; albo grupa Cyganów na środku szosy, którzy zrzucili klapki i tańczą, jakby się im cos objawiło, z ramionami wysoko; ale to nie objawienie, tylko radość z niczego, mnie niedostępna ani do mnie podobnym  – ot, parę piw w plastikowej butelce, każdy z każdym tańczy, a jedna stara osobno , bo jej się tak podoba. I za chwilę my też tańczymy, już wrzeszczy jakaś młoda, ty, sapagi daj, i pokazuje, że ona bosa, a ja obuty, ale siostra da jej w łeb, żeby się zamknęła i tańczyła dalej. Tak bywa w drodze i albo się w to rzucam, albo ze strachu truchleję.

Więc kiedy kończy się dzień, zapadam na miłość do hotelu. Potrzebny mi hotel, motel, tymczasowy dom, cokolwiek, jakieś miejsce do pozbierania myśli i dla oddechu, potrzebny prysznic albo choćby umywalka, łózko, potrzebny telewizor gadający w obcym języku – a w obcym języku zawsze ciekawiej, choć niby to znane filmy i programy, choć zawsze tak samo wymalowane kobiety robią poważne miny i zapowiadają w dzienniku katastrofy, choć to akurat  nie jest pora na nieszczęścia i trzeba robić ten teatr do piętnastoosobowej manifestacji przeciw bezpańskim psom, do chwilowej przerwy w dostawie prądu, do posiedzenia starców w wyświeconych garniturach. Tego trzeba na wyjeździe, trzeba się w tym unurzać, wytaplać, trzeba przy tym zasnąć; i konieczna jest restauracja hotelowa, po to choćby, żeby ją na koniec odrzucić, bo nie ma wstrętniejszego miejsca nad hotelową restaurację.

Wojciech Nowicki Salki, Czarne, Wołowiec 2013, str. 116-117

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s