Uncategorized

nowe miasta

Wchodzę nocą do mego miasta, schodzę do mego miasta
gdzie czekają na mnie lub mnie unikają, skąd muszę uciekać
przed jakimś okropnym spotkaniem, przed czymś, co nie ma imienia,
przed spotkaniem z palcami, z kawałkiem ciała w szafie
(…)
W
moim mieście są prysznice
jest kanał dzielący miasto na dwie części
i olbrzymie okręty bez masztów, które w ciszy nie do wytrzymania płyną
ku przeznaczeniu, które znam ale o którym po powrocie zapominam
ku przeznaczeniu, które unicestwia moje miasto
gdzie nikt nie wsiada n okręt, gdzie jest się aby już zawsze pozostać,
jakkolwiek statki przepływają i nieraz ktoś patrzy na nas z błyszczącego pokładu
(…)
Bo znowu znajdę się w hotelu lub opustoszałych galeriach czegoś,
co już nie jest hotelem, siedziba bezkresna, do której prowadzą
wszystkie windy i drzwi, i wszystkie galerie,
i trzeba wyjść z windy i poszukać prysznicu albo klozetu,
tak sobie, bez powodu, bo spotkanie jest prysznicem albo klozetem, albo nie jest spotkaniem,
szukać szczęścia w bieliźnie, z grzebieniem i kawałkiem mydła
(…)
Albo wariant spoglądania na moje miasto z pokładu
okrętu bez masztów, przecinającego kanał, cisza pająków
i zawieszone ześlizgiwanie się ku przeznaczeniu, którego nie osiągamy,
bo w jakimś momencie nagle nie ma już statku, są tylko perony i pociągi, do których nie trzeba wsiadać
pogubione walizki, niezliczone tory,
nieruchome pociągi nagle przesuwają się i już nie ma peronu
żeby znaleźć pociąg, trzeba przechodzić, ale nie ma walizek
i nikt nie wiem, wszystko jest zapachem smoły, mundurków nieubłagalnych motorniczych
wreszcie wdrapać się do wagonu, który się nigdy nie kończy,
gdzie jedni na drugich śpią ludzie w pokojach pełnych poniszczonych mebli
z ciemnymi firankami, w zapachu kurzu i piwa
i trzeba iść do końca pociągu, bo przecież musimy się odnaleźć
nie wiedząc z kim, spotkanie było z kimś, lecz nie wiadomo z kim, a walizki pogubiły się,
Ty od czasu do czasu też bywasz na stacji, ale twój pociąg
To inny pociąg (…)

Julio Cortazar 62. Model do składania, przepisane z kajeciku, do którego skopiowałam ten tekst około 98 roku, stąd może być masa błędów.

kiedy wkraczam do nowego miasta, cały świat rodzi się we mnie od nowa. od początku uczę się kolorów, smaków i słów. na nowo się staję. moje ręce i nogi zbudowane są z innego ciała, które teraz do mnie należy. mam inną konsystencję. inny ruch jest we mnie. inne dźwięki wydają te same słowa a zdania ubierają się w nowy sens. ze starych klocków nowe budowle powstają.

nie boję się nowych miast. prowadzi mnie przecież droga. ja tylko idę. krok za krokiem, wyznaczonym życiem, tunelem, wydrążonym tylko dla mnie. nie przeraża mnie obcy język i nowe zastosowanie starych przedmiotów. to wszystko gdzieś było we mnie zasiane i tylko teraz, natarczywie przebija się przez skórę. oswajam palcami nowe powierzchnie, uspokajam śpiew powietrza. oddycham już w innym celu i krew płynie we mnie innym rytmem.

wymieniam ze światem powietrze. wietrzę i płuczę ciało nowymi substancjami. płynie we mnie inna ciecz. dzban na kwiaty stał się naczyniem do picia.

ale jakże niesamowicie jest dotknąć swojej obcej skóry i nowym językiem zagłębić się w jej smak. wejść w nieznane ulice, w których już się kiedyś było, ale się o tym nie wie, tylko czuje znajomy zapach. miejsca znane z granic, na pół nierzeczywiste, których teraz można dotknąć, zjeść. kawałek miasta we mnie żyje. z cegieł mam ciało.

zanurzam się cała w kurzu nowego miasta, z hałasu ulic wyławiam potrzebne mi słowa. buduję nowy dom. znów. na chwilę

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s