bajki · baśnie · LC · lubimyczytac

Zanim przeczytasz, pozwól, że Ci powiem …

pozwol-ze-ci-opowiem-b-iext21005077Książki wybieram według pewnego klucza. Albo chcę się czegoś nowego dowiedzieć, albo uciec w inne światy, zaszyć się głęboko i nie dawać znaku życia, albo odwrotnie, chcę sobie o czymś przypomnieć, odnaleźć coś zagubionego w drodze. W bajkach, które nauczyły autora jak żyć, chciałam właśnie wrócić do znajomych miejsc. Niekoniecznie poszukiwałam mądrości życiowych, ale nie ukrywam, że interesował mnie świat baśni, bajek, archetypów, mitów, które można odnaleźć w życiu każdego z nas. Szukałam kolejnych kluczy od zakazanych komnat Sinobrodego. Po wielokrotnej lekturze Biegnącej z wilkami, spodziewałam się czegoś… hmm… na poziomie dorosłego homo sapiens z naciskiem na organ zwany mózgiem.  Żeby się trochę powyginał. Tymczasem otrzymałam zbiór, czasem wręcz infantylnych, opowieści, z których gros słyszałam na kazaniach w kościele, kiedy jeszcze, jako dziecko, do niego uczęszczałam.

Nie wiem, może ludzie lubią proste drogi, proste rozwiązania. Może lubią stołować się w restauracjach, gdzie wystarczy palcem pokazać na pozycję w menu, aby otrzymać po kilkunastu minutach lepsze lub gorsze danie, które zwyczajnie zapcha żołądek. Może nie chodzi o smak i jakość? Może lubimy złudne przekonanie, że tak naprawdę wszystko jest łatwe, wystarczy tylko zignorować większość niesprzyjających okoliczności, (które chcąc nie chcąc w życiu przytrafiają się nader często). Może w końcu, łatwiej jest oglądać podstawowe kolory, bez odcieni. I lepiej widzieć mniej, niż więcej… Nie lubię dróg na skróty. Jestem z tych, co wolą dostać wędkę niż rybę, z tych, co lubią własnymi palcami rozwijać kłębek nici, żeby poczuć każdy krok. Korzystam, owszem, ze wskazówek i doświadczeń, ale nie lubię gotowych rozwiązań, które często nijak się mają do mojego życia. Wolę życie krojone na miarę, niż zużyty szablon.

Moją wielką słabością jest słonecznik. Kiedy przychodzi lato, pasjami zakupuje wielkie, żółto-zielone koła i godzinami zaśmiecam podwórko przed domem. W moim uwielbieniu do słonecznika najważniejszą kwestią jest skubanie. Wyłuskiwanie czasem niepokojąco małych ziarenek ze  zbyt wielkich łupinek, lub odwrotnie, znajdowanie niespodziewanie dużych ziaren w niepozornych opakowaniach. A przecież mogłabym sobie kupić o każdej porze roku woreczek z wyłuskanym słonecznikiem i jeść go garściami. Po 5 minutach woreczek byłby pusty, po kolejnych 10 nie czułabym już smaku. Z bajkami w tej książce tak właśnie było.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

Advertisements