lit. kanadyjska · mariuszrakoski.pl · tożsamość

Alice Munro

Za-kogo-ty-sie-uwazasz_Alice-Munro,images_big,29,978-83-7747-720-5Są ludzie, którzy całe życie nie idą swoją drogą. Nie umiejąc obrać właściwej, poddają się na pierwszych rozstajach i wybierają kierunki wbrew sobie, na przekór naturze, jakby chcieli udowodnić intuicji, że się myli. A potem brną zawzięcie w najgłębsze śniegi.

Są ludzie poskładani z części różnych modeli, różnych serii nawet. A zdania budują z nierównego gatunku słów, z niejednolitych materiałów. Niezdecydowani, na jednym tchu wypowiadają się w różnych językach, jakby zacierali ślad swojego pochodzenia, a chwilę potem usprawiedliwiająco wywlekają na wierzch wszystkie gałganki. Wystarczająco zagubieni w sobie, by jeszcze gmatwać przeszłość.

Są ludzie wciąż nie na miejscu. Ludzie pozbawieni ostatnich kresek, tych wieńczących dzieło. Z dziurą, przez którą wciąż coś ucieka. I przez którą wpada niewyselekcjonowany przypadek. Ludzie próbujący pozbierać ten wazon życia z rozmaitych chwil i go sobą wypełnić. Zasklepić ściany i dno. Jednakże wszystkie pęknięcia nieustannie dają o sobie znać, pozwalając ukradkiem ulatniać się temu życiu, które jak się okazuje, od zawsze było niczyje.

Rose nie umie się umiejscowić. Nie miota się nerwowo, a może raczej poddaje, by po latach walenia w zamknięte drzwi, wahać się, czy przez nie przejść, gdy już są otwarte. A nawet kiedy przejdzie, rozważa możliwość powrotu.

Rose nieustannie ucieka. Przed sobą, tym kim jest lub tym, kim nie jest, by zgubić się w tłumie, wtopić się w krajobraz, do którego nigdy nie pasuje. Odkleja się co jakiś czas i jak liść spada na ziemię, przyjmując to zarówno ze spokojem, jak i ze zdziwieniem.

U Alice Munro najbardziej lubię ten brak oczywistej drogi, tę pokręconą wstążkę życia, u zwieńczenia której jest znak zapytania, jakiś rebus sugerujący wiele rozwiązań. Uwielbiam, kiedy przypadek na mnie spada tym samym ciężarem, co na bohatera i jednocześnie oboje (najczęściej obie) nie mamy pojęcia, co z nim zrobić. Łapać ten deszcz do miski, otworzyć buzię, czy uciekać pod dach. Lubię supły, które zostawia się czytelnikowi do rozwiązania lub polubienia (albo porzucenia nawet). To niezmierzanie do celu, to bycie, tak trudne, tak nieoczywiste i tak znajome zarazem, które się ciągnie nawet poza okładki.

I jeszcze to uczucie, kiedy mogę się przyrównać, bo moje życie też nie zna spektakularnych zwrotów akcji, bo podobnie przesypiam happy endy i po ciemku, nowiutkim pantofelkiem wdeptuję w jakieś gówno, którego już nie da się nigdy usunąć. Wcale nie czuję się usprawiedliwiona czy pocieszona, nie oddycham z ulgą, nie znajduję bratniej duszy, nie puka mi też w głowie zaczarowany ołówek z olśniewającym rozwiązaniem. Ale czuję się człowiekiem, obfitym w niespełnienia i drobne pomyłki, których ilość przesłania mi horyzont.

Dla mnie też jest miejsce. W jakimś „poza”.

Munro jest tak inna od Lessing i Winterson, jest tak swojsko daleka z rzeczowym segregowaniem życiowych katastrof, z których nieliczni tylko zdają sobie sprawę. Rysuje mapę z nieuczęszczanymi drogami, bo jej bohaterowie w naturalny sposób przemieszczają się bokami. I to zagubienie, te życia, które się toczą jakby bez właścicieli, najczęściej upewniają nas w przekonaniu, że to, co czujemy, może być prawdziwe. Bo zostało nazwane imieniem. Rose na przykład.

Recenzja ukazała się tym razem na stronie www.mariuszrakoski.pl na którą zapraszam

Wkrótce Wydawnictwo Literackie udostępni nam kolejną książkę A. Munro pt Drogie życie, mam nadzieję, że wyjdzie również w wersji elektronicznej.

 

Reklamy

3 myśli na temat “Alice Munro

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s