lit amerykańska · lubimyczytac · Nobel · noblista · recenzje

Home sweet home – Steinbeck

Ulica-nadbrzezna-Cudowny-czwartek_John-Steinbeck,images_product,29,978-83-7839-390-0Skarżyłam się ostatnio na brak książki, która wciągnęłaby mnie bez końca, pochłonęła po kokardy, żebym zapomniała, jak się nazywam i gdzie mieszkam. Nie szukałam niczego wyrafinowanego, żadnej tam prozy ociekającej erudycją, żadnej ekwilibrystyki stylu ani treści, ale co się brałam za książkę, to pudło. Nie zamierzam tu budować dobrze wszystkim znanej konstrukcji napięcia, która doprowadzi nas do oklepanego: „aż tu nagle”. Steinbeck po prostu rozłożył mnie na łopatki. Chciałam gałkę loda, dostałam pucharek z dodatkami. Wyruszyłam w podróż, zobaczyłam miejsca, poznałam ludzi, z którymi, mimo diametralnej odmienności charakteru, po prostu się zakumplowałam. Bez wątpienia, ta lektura, to były jedne z najpiękniejszych wakacji w jakich udało mi się uczestniczyć, bo ulica Nadbrzeżna to nie jest tytuł, to nie jest historia, to jest miejsce zamieszkane, w którym się po prostu jest, do ostatniej strony, a potem się tęskni i wraca jak do domu.

Dość powiedzieć, że w zasadzie, tak na pierwszy rzut oka fabuła kręci się wokół Profesora, całkiem osobliwej postaci na tle reszty mieszkańców, któremu jedni bardziej inni mniej, chcieliby zadośćuczynić za jego dobre serce. Pomysł pada na dobry grunt a inicjatywę przejmuje Mac, człowiek o nieprzeciętnej głowie do zawiłych interesów, w konsekwencji których ma wyjść na swoje. No jeśli tylko wszystkie kółka zębate wielkiej maszyny powodzenia, zaskoczą w odpowiednim momencie. I jak to bywa w życiu, czasem zaskakują a czasem nie, co oprócz refleksji przynosi frustrację lub nawet odwrotnie, najpierw rozczarowanie i żal a potem pretensje do siebie. Oczywiście organizowane na cześć Profesora imprezy, to tak naprawdę tylko pretekst do ukazania mechanizmów, lub raczej relacji międzyludzkich, zmierzających do wyłonienia, czy raczej wyłowienia, obok profesorskich ośmiornic, tego, co w życiu najistotniejsze. Tych wielkich kamieni, które powinny być wrzucone do naszego słoika życia, przed żwirem, piaskiem i piwem.

Obie powieści, „Ulica Nadbrzeżna” i „Cudowny czwartek”, zamknięte w nowym wydaniu w jednej książce, przeczytałam już jakiś czas temu, ale przez te tygodnie, nie byłam w stanie wydusić z siebie na ich temat nic więcej, oprócz: absolutna rewelacja. Dziś zastanawiam się, w czym tkwi geniusz tych prostych, właściwie nawet nieskomplikowanych w swej prostocie opowiadań. Bo ani wielkich haseł nie ma, ani kieszonek czy drugiego dna. Wszystko jest oczywiste, dopowiedziane, odmalowane do ostatniego szczegółu, ale bez przesady. Co sprawia więc, że zanurzam się w akapitach, głucha na świat zewnętrzny i nie chcę wracać, próbując przeczytać choćby kilka linijek w windzie, która wiezie mnie zaledwie na 4 piętro? Dlaczego po raz pierwszy tęsknię za bohaterami, jak za ludźmi, z którymi przeżyłam parę fajnych, trochę leniwych przygód? Dlaczego tak bardzo bolało, kiedy przewróciłam ostatnią stronę? Jakie ziarno zasiał autor, że z każdym słowem, coraz bardziej wrasta w czytelnika, oplata go delikatnym pnączem, które nie umiera po odłożeniu książki na półkę.

Nie umiem odpowiedzieć na żadne z tych pytań, ale na ulicę Nadbrzeżną wybieram się ponownie wkrótce. I nie będzie to ostatni raz.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logo

odsyłam jeszcze tu

Reklamy

2 thoughts on “Home sweet home – Steinbeck

  1. Przyznaję, że żadnej książki Steinbecka nie czytałem. Kilka razy przykuwał moją uwagę w empiku, ale na tym się kończyło… zamierzam nadrobić zaległości, tym bardziej po tak zachęcającej recenzji.Pozdrawiam

    1. ja w dawnej młodości, gdzieś między podstawówką a liceum kiedy mama zamknęła mi baśnie na klucz, czytałam myszy i ludzie … teraz dopiero Ulicę Nadbrzeżną. Absolutna rewelacja. ale jeszcze bardziej chyba polecam Ci Jeanette Winterson, bo to jest mistrzostwo świata!

Możliwość komentowania jest wyłączona.