biografie · Historia · lubimyczytac · recenzje

Kobieta ponad miarę swoich czasów – Katarzyna Wielka

Katarzyna-Wielka-Portret-kobiety_Robert-K-Massie,images_big,13,978-83-240-2193-2

Kobietą jestem ponad miarę swoich czasów
Nie bawią mnie umizgi bladych lowelasów
Ich miękkich palców dotyk budzi obrzydzenie
Już wolę łowić zające i jelenie
Ze wstydu potem ten i ów
Rzekł o mnie – Niewyżyta Niemra!
I pod batogiem nago biegł
Po śniegu dookoła Kremla!

(…)

Jacek Kaczmarski 1978

Ten obiegowy obraz Katarzyny II kołatał mi się w głowie od dawien dawna. Z czasem postać Carycy zaczęła budzić we mnie fascynację choć na równi z dezaprobatą. Nie szukałam specjalnie jakiejś okazji do weryfikacji tego mitu. Jest tyle ciekawych postaci, faktów, wydarzeń, nie sposób zgłębić wszystko. Ale po nitce od ostatnich Romanowów, do Stalina, gdzieś, coś mnie do tej Katarzyny zaciągnęło.  I dobrze.

Właściwie to nie wiem, skąd się wzięło to niezachwiane przekonanie o nieposkromionym apetycie na seks, o wyrachowaniu wobec kochanków, o nieludzkim okrucieństwie. Robert K. Massie odmalowuje jej portret w nieco innych barwach.

Niewątpliwie Katarzyna była typem kobiety, o których dziś powiedzielibyśmy, że noszą w domu spodnie. Inteligentna, oczytana, ambitna, bez wahania podejmowała męskie decyzje, nie bała się polityki, ani polityków, zabiegała o kontakty z największymi  filozofami XVIII wieku, a oni traktowali ją z należnym jej szacunkiem. Należnym niekoniecznie jako królowej, ale jako człowiekowi o nieprzeciętnej inteligencji. To prawda, że była żądna władzy. Odkąd tylko trafiła na rosyjski dwór, pokornie czekając, przygotowywała się do tego, o czym w skrytości marzyła i co w końcu dostała – do tronu. To nie był kaprys kobiety, która musi stanąć na najwyższym podium, aby zauważono jej nową kosztowną suknię , czy pantofelki. To było pragnienie kobiety, która chciała upadłe mocarstwo wznieść na wyżyny i tym właśnie zapisać się na kartach historii.

Zimny chów i brak miłości ze strony matki nauczyły ją zapewne maskowania swoich uczuć, którym za to upust dawała w niezwykle czułych listach. W listach pełnych miłości, tęsknoty, oddania, uległości nawet. Nie było w nich natomiast nic, co zdradzałoby jej jakiekolwiek preferencje seksualne, czy upodobania. Kochanków też nie zmieniała specjalnie często, nie miewała ich także nigdy kilku na raz. Myślę, że przez całe życie tak naprawdę szukała tego jedynego, który dorównałby jej… intelektem. Bo motorem zmian jednego mężczyzny na innego było głównie znudzenie, które pojawiało się w „związku” gdy tylko mijał pierwszy czar. Jedynym chyba, który spełniał wszystkie te wymogi był Potiomkin. Historycy spekulują nawet, że para mogła wziąć ślub. Jednak jednoznacznych dowodów brak.

Robert K. Massie niewątpliwie przedstawił w swojej książce Carycę Katarzynę nie tylko jako absolutnego  władcę, ale przede wszystkim jako kobietę. Z jej wszystkimi słabościami i błędami. Kobietę, która potrafiła kochać, pożądać i płakać. Kobietę nieprzeciętną, umiejącą patrzeć w przyszłość, wizualizować ją, by potem, podporządkowując sobie wszystko i wszystkich osiągnąć zamierzony cel.

Książkę czyta się naprawdę dobrze, choć nie jest wolna od błędów, wytkniętych choćby przez tłumacza. Nie umykają również uwadze zbliżenia na bardzo bliski plan, który zaprzecza wcześniej odmalowanemu z dali obrazowi. Nie mniej, napisana ciekawie, wciąga. Może dlatego, że autor nie opisywał zakurzonej postaci wyciągniętej gdzieś z rekwizytorni, ale człowieka. I ten człowiek, mimo wszystko, fascynuje.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac

lc_logo

Advertisements