czasy powojenne · Historia · holokaust · LC · lubimyczytac · wojna · wspomnienia

W słusznej sprawie – Sprawiedliwość w Dachau

Sprawiedliwosc-w-Dachau_Joshua-M-Greene,images_big,13,978-83-7799-787-1

Po zakończeniu II wojny światowej, w cieniu głośnych procesów w Norymberdze, do Dachau przyjechał młody prawnik, William Denson, by w kilka tygodni uporać się ze zbrodniarzami wojennymi, próbującymi wyprzeć się jakiegokolwiek udziału w mordowaniu i torturowaniu więźniów w obozach Dachau, Mauthausen, Flossenbürg i Buchenwald (który natychmiast kojarzy się ze zwyrodniałą Ilse Koch, zwaną wiedźmą z Buchenwaldu). Oczywiście szybko okazało się, że tygodnie zamienią się w miesiące, a oczywista oczywistość nie jest wcale taka prosta do udowodnienia.

Przede wszystkim Denson, przez pierwsze tygodnie poddawał w wątpliwość zeznania własnych świadków, mających niezaprzeczalnie udowodnić winę zbrodniarzy. Wcale nie dlatego, że ocaleni niemal cudem więźniowie, pragnąc odwetu, zadośćuczynienia, wymyślali niestworzone historie. Ani nie dlatego, że w wyniku długotrwałych tortur, katorżniczej pracy i życia w nieludzkich warunkach, utracili zmysły. Densonowi po prostu nie mieściło się w głowie to, co ci ludzie przeżyli, ani to, że w ogóle wyszli z tego żywi.

Myślę, że my czytając o obozach, wojnie, biedzie, głodzie, rozdzielonych rodzinach, dzieciach zamordowanych na oczach matek, nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nawet ułamka tej tragedii. I nieważne, ile dokumentów byśmy przeczytali, ile zdjęć zobaczyli, ani jak wielkie pokłady empatii czają się w naszych sercach. Przede wszystkim nasz umysł, nasze zmysły chronią nas przed pewnymi obrazami. Do tego dochodzi jeszcze bezpieczny bufor czasu. Inaczej nie bylibyśmy w stanie żyć, nie dalibyśmy rady dźwigać takiego ciężaru. My już nie, a Wiliam Denson nie miał wyboru. Dotykał wszystkich ran, słuchał wielu opowieści i mimowolnie stawał się ich jeśli nie uczestnikiem, to naocznym świadkiem. I nie zawsze dawał radę wszystko udźwignąć.

Oprócz tych nader oczywistych utrudnień pojawiają się jeszcze bariery językowe, żmudne przesłuchania z tłumaczem, ogrom papierkowej roboty i niewiarygodna wręcz bezczelność katów, którzy z podniesioną głową wypierali się wszystkiego, kłamali i udawali.

Jakże trudna musiała być praca w takich warunkach, w takiej atmosferze! Jak trudne musiało być szczegółowe odpytywanie świadków, drążenie w jątrzących się ranach. Jak trudne wreszcie musiało być zachowanie obiektywizmu, oparcie się oczywistym emocjom, chęci zemsty, chęci zadośćuczynienia ofiarom, doprowadzając do wyroków skazujących, wszelkimi dostępnymi sposobami. A jednak Denson wytrwał. Mimo załamań, trudów pracy, długich miesięcy mozolnej roboty pozostał sobą i do końca swych dni mógł ze spokojem, co rano przeglądać się w lustrze.

Niestety mimo niewątpliwego sukcesu Densona, jako człowieka i adwokata, wiele z zasądzonych wyroków, do których doprowadził, w tym wspomnianej wiedźmy z Buchenwaldu, ze względów politycznych, zostało złagodzonych.

Trudno sensownie podsumować coś, co z powodzeniem znalazłoby wysoką lokatę na liście najbardziej absurdalnych decyzji XX wieku. Niemniej historia wciąż nas uczy, że wszystko ma swój end, choć nie koniecznie happy. Pozostaje nam jedynie wyciągnąć wnioski.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pllc_logo

 

Od siebie dodam, że o procesach w Norymberdze zamierzam poczytać, jak trochę ochłonę, na razie odprężam się u boku Anny Kareniny tudzież Tove Jansson. Choć podobno Anny Kareniny i nie będzie to znów taki relaks. Oby!

Reklamy

4 thoughts on “W słusznej sprawie – Sprawiedliwość w Dachau

    1. ale rozumiem mówisz o Dachau? ja nie powiem, że mnie porwało ( nie ten typ literatury) ale czytałam z zainteresowaniem

  1. Tak, myślałem o „Sprawiedliwości”, może dlatego, że to jakiś przesyt bo ostatnio chyba za bardzo otoczyłem się tego rodzaju książkami – teraz czytam „Eichmanna w Jerozolimie”

Możliwość komentowania jest wyłączona.