biografie · Historia · LC · lubimyczytac · recenzje · wojna

w poszukiwaniu ludzkiej twarzy – Stalin. Dwór czerownego cara

Stalin-Dwor-czerwonego-cara_Simon-Sebag-Montefiore,images_big,11,978-83-89656-91-9

Nie będę się rozwodzić na temat fascynacji złem. Nie zamierzam się zagłębiać również w meandry psychiki czerwonego dyktatora. Zrobiło to już wielu i pewnie jeszcze wielu podejmie tę próbę.

Trudno powiedzieć o Stalinie, że był barwnym człowiekiem. Bo w kwestii barw, na myśl przychodzi jedynie czerwony, kolor krwi, później partii, a w kwestii człowieczeństwa wolałabym się nie wypowiadać, nic nowego i tak już nie dodam. Albo raczej nie ujmę już więcej.

A jednak, mimo tego wszystkiego, pewnego dnia na progu mojego domu znalazłam najpierw książkę „Stalin. Dwór Czerwonego Cara” Simona Sebaga Montefiore, znanego dość szerokiemu kręgowi czytelników, a zaraz potem listonosz przyniósł kolejną, Stalin. Twórca i dyktator supermocarstwa” Eugeniusza Duraczyńskiego. I choć miałam ochotę rzucić się bez zwłoki na obie, nie mogąc się zdecydować, od której zacząć, ostatecznie wybrałam najpierw lekturę Montefiore, która pochłonęła mnie bez reszty na długie wieczory.

I znów, po raz kolejny, łapię się na chęci napisania, że spędziłam czas niezwykle przyjemnie. W pewnym sensie tak, bo biografia napisana jest naprawdę ciekawie. Pomijając już aspekt językowy i stylistyczny, który jest absolutnie bez zarzutu, mamy możliwość, być może po raz pierwszy na taką skalę, poznać Stalina prywatnie. Ja wiem, że nie jest to typ znajomego, którym chętnie pochwalilibyśmy się na facebooku, natomiast niewątpliwie autor sprawił, że poczułam się jakbym obserwowała Dyktatora po cichu, przez dziurkę od klucza, w jego drugim bardziej prywatnym życiu. Ale przyjemny nie był ani on, ani jego życie.

Nie ma żadnego usprawiedliwiania, zmiękczania, czy szlifowania kantów. Jest konkret, mocno podparty dokumentami, listami. Są rozliczne relacje w obrębie „jego dworu”, karuzela faworytów i rosyjska ruletka w wyborze do odstrzału. Nie powiem, że zobaczyłam ludzką twarz Stalina, bo w żadnej z jego twarzy nie dopatrzyłam się człowieka, ale zaryzykowałabym stwierdzenie, że byłam za kulisami kulis. W jego domu, gabinecie, na daczy, u jego córki. Przeglądałam jego bibliotekę i byłam na niejednej kolacji, choć wierzcie mi, po jednej miałam dosyć. Otrzymałam możliwość dopasowania, dopisania wręcz, szczegółów do powszechnego publicznego obrazu, dorysowania linii ojca i męża.

Mogę wszystkich śmiało zapewnić, że nie jest to lektura jedynie dla fanów historii, ani nawet dla czytelników zamiłowanych w biografiach. To jest po prostu bardzo dobra książka o człowieku, któremu brak było jednej tylko twarzy. Ludzkiej.

Recenzja ukazała się na portalu Lubimyczytac.pl

lc_logo

Advertisements