holokaust · lit. polska

chmurdalia i piekło

” Było ich dwunastu, ale tylko Tadeusz Kruk szedł do pracy z radością w sercu; było ich dwunastu i dwanaście stołków, na których stawały nagie kobiety tak, by fryzjerzy nie musieli schylać się przy goleniu ich włosów łonowych”

Czy Wy to sobie wyobrażacie??? czy Wam się to mieści w głowie???

„Wybrane do przeżycia po wstępnej selekcji, miały wkrótce stracić miesiączkę, zęby i często życie, ale przedtem musiały stracić włosy. Najpierw opadały z głowy, jasne, ciemne, rude, siwe, krótkie i zaplecione w wiejskie warkocze, które nigdy fryzjera nie widziały. (…) Po włosach z głowy była kolej na włosy łonowe i gdy kobieta z ogolona głową wchodziła na stołek, jej strach przybierał formę czystego destylatu, bo przekraczała granicę wstydu i upokorzenia, a fryzjer z wyraźną przyjemnością delikatnie rozsuwał jej uda i zbliżał dłoń uzbrojoną w brzytwę.(…)
Podczas gdy pozostałych jedenastu czekało końca dnia z nadzieją na dodatkową rację chleba czy strzęp mięsa, a każdy starał się w myśli znaleźć jak najdalej od miejsca pracy, fryzjer z Kamieńska kończył jedna kobietę i już marzył o następnej, zastanawiając się jaki aromat wyczuje w jej przerażeniu. Im bardziej się bały, tym lepiej pracował, a tu nie było małego strachu, tylko subtelne odcienie największego z wielkich. Świeży strach tych, które dopiero przywieziono, podzielony na strach matek o dzieci i dzieci o matki, krzyczący strach rozdzielonych kochanków i strach przed głodem, strach przed gwałtem i ogólniejszy strach przed bólem, strach przed niewytrzymaniem i strach, że się wytrzyma, podszyty na czerwono strach tych, którym już kogoś najdroższego odebrano, i strach kobiet, którym udało się ukryć ciążę. Był też strach stary i zużyty, stwardniały i niemy, mieszkający we włosach kobiet, które przysłano na golenie po kilku miesiącach w baraku specjalnym.(…)”

Kiedy czytałam ten fragment o goleniu kobiet, natychmiast przypomniała mi się książka Kobiety Holokaustu, o której pisałam.
Tyle słów mi się ciśnie. I emocji. Ale nie ma liter, nie ma języka, który mógłby je wyrazić. Nie może wydobyć się ze mnie żaden krzyk, czy westchnienie, jęk żaden, ani grymas, który na zewnątrz wypuściłby cały ból kobiety mieszkającej we mnie. Kobiety pozbawianej kobiecości, kwintesencji, tożsamości płciowej. Kobiety pozbawianej ruchów, dźwięków. Kobiety, której zabiera się wszystkie -łam. Kobiety, której zabiera się spojrzenia, miejsce, drogę, przyszłość i przeszłość. Kobiety, którą obnaża się aż do osobnika, bezpłciowego tworu, aż do odczłowieczenia. Kobiety, którą zawiesza się w niebycie piekła, jak sznur, który od czasu do czasu ktoś, chcąc lub nie, pacnie. Bez uwagi.

Na strach, brakuje mi nawet wyobraźni …

Joanna Bator w  Chmurdalii, niezwykle plastycznym językiem opowiedziała o tym, nad czym, między innymi pracowała Joanna Stocker – Sobelman, pisząc swoją książkę. Wyobraźnia zagrała mi po raz kolejny na swoich strunach, wsadziła pięść do gardła i ciśnie od środka. I nie ma znaczenia, że książka nie jest o Holokauście

Advertisements

One thought on “chmurdalia i piekło

Możliwość komentowania jest wyłączona.