lit. francuska · prix Femina

nie można mieć wszystkiego

Zycie-jest-krotkie-a-pozadania-nie-ma-konca_Patrick-Lapeyre,images_big,29,978-83-7674-183-3Z książką, „Życie jest krótkie a pożądanie nie ma końca”, miałam pewien problem. Kiedy zaczynałam czytać, trudno było mi się od niej oderwać, ale kiedy już się oderwałam, jakoś nie czułam potrzeby powrotu. Przyznam, że zastanawiałam się, co jest nie tak (ze mną? z książką?), bo język błyskotliwy (naprawdę!), ale historia … no właśnie, trochę mało odkrywcza. Gdyby spróbować ją streścić, można by się ograniczyć do jednego zdania, a właściwie przysłowia, o wróblu w garści i gołębiu na dachu lub tego, o łapaniu wszystkich srok za ogon.

Bleriot, jest tłumaczem, freelancerem. To trochę pierdoła życiowa, co nie zmienia faktu, że nawet takiego pasywnego nieudacznika stać na całkiem sensowną żonę i całkiem seksowną, acz neurotyczną kochankę. Natomiast to właśnie w tym nadmiarze posiadania, tkwi problem, bo jak mówi inne wyświechtane powiedzonko, nie można mieć wszystkiego. Louis Bleriot, w myśl pierwszej połowy tytułu powieści, nie marnuje czasu ani życia, na zbędne dywagacje, poddając się posłusznie zrządzeniom losu. Zapominając przy tym niestety, że konsekwencje będzie musiał ponieść już sam. A wtedy będzie już trochę za późno na myślenie.

Tak pokrótce można by streścić książkę, mimo że Louis, Nora (kochanka) i Sabine (żona) nie są jedynymi postaciami. Prawda, że szału nie ma? Tłumacz, Anna Marchand, w posłowiu skrupulatnie wylicza wszelakie zalety książki, ujmując je w swoje ochy i achy jak w cudzysłów. Przyznam, że robi to w sposób niemal godny podziwu, bo gotowa byłam się nabrać, dopóki nie przeczytałam o rzeczach, których w książce próżno szukać. Prawdą jest, że autor czyni rozliczne aluzje do kina (a właściwie Kina!) i literatury (Literatury!). I w mojej ocenie robi to nienachalnie i ze smakiem. Nie mogę mu też odmówić błyskotliwej inteligencji, co po wielokroć objawia się w niebanalnej narracji. Do tego dodam, że język i stylistyka, zrobiły na mnie ogromne wrażenie, można dosłownie rozsmakować się w zdaniach. Poza tym wszystkim, jeszcze, widać, że książka jest przemyślana i dopracowana (to też mocno acz zupełnie niepotrzebnie podkreśla tłumacz). Natomiast wyliczanie nawet w posłowiu zalet personalnych autora i wzdychanie nad jego skrupulatnością i samodyscyplinie w pisaniu, owszem robi mu PR, ale w moim przypadku na książkę samą wpływu nie ma i bynajmniej nie podnosi jej wartości. No a jednak, mimo tych wszystkich, wylistowanych przez tłumacza zalet, (z którymi trudno mi się nie zgodzić), coś jest nie tak.

Tematyka książki, jakkolwiek bardzo na czasie, po prostu nie jest niczym nazbyt nowym i jakoś specjalnie oczu nie otwiera. Nie sprawia, że czytelnik, dowiaduje się czegoś nowego o sobie samym. Nie ma przebudzenia, katharsis, nowego spojrzenia na stare sprawy. Pewnie właśnie dlatego, oderwawszy się raz od lektury, nie czuje się tego magnesu, który zmuszałby nas do powrotu. A szkoda. Bo dla samej formy byłoby warto. Muszę zaznaczyć bowiem, że mimo zarzutu do treści, podkreślam (i to mocno), że jest to jedna z lepiej napisanych powieści współczesnych, jakie przyszło mi czytać, nie waham się powiedzieć, w ostatnich latach. Szkoda tylko, że głębia, której bezskutecznie próbowałam się doszukać, okazała się płytkim basenem z przezroczystą wodą. Ale, powtórzę sama za sobą, wszystkiego mieć nie można.

Recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl

lc_logoGrafikiem nie jestem i może gustu nie mam, ale ta okładka dla mnie to po prostu estetyczny koszmarek. No jak tania reklama supermarketu

Reklamy

2 thoughts on “nie można mieć wszystkiego

  1. oj żeby było co zagłębiać to bym podyskutowała. Żal języka dla tej książki. Zdaje mi się, że autor ma wiele atutów tylko pomysłu na fabułę brak. Rozpaczliwie brak.

Możliwość komentowania jest wyłączona.