biografie · fantastyka

rękawiczki

korona-sniegu-i-krwi-b-iext10355646Podczytuję sobie Cherezińską – Korona śniegu i Krwi. Podczytuję z ogromną przyjemnością już od jakiegoś czasu, bo właściwie to czekam, aż jakimś sposobem w moje ręce dostanie się 4 część Pana Lodowego Ogrodu Grzędowicza. Nigdy nie byłam fanką fantastyki, zawsze te historie wydawały mi się lekko dziecinne i naciągane, choć wyobraźni autorom odmówić nie mogłam. Aż w końcu przyszedł taki moment, że spojrzałam inaczej, od tak zwanej dupy strony, i wsiąkam … Grzędowicz mnie urzekł jakieś 2-3 lata temu i tak, też byłam w tym tłumie który skandował: jeszcze, jeszcze!

Na zmianę z Cherezińską zaglądam do Dzienników Virginii Woolf. To moje drugie podejście. Nie żeby za pierwszym razem mnie znudziło, zmęczyło czy zniesmaczyło. Raczej przestraszyłam się, że nie udźwignę ciężaru słów. Ale tym razem może być inaczej. Kilka tygodni temu trafiłam na książkę, pięknie wydaną pod najzwyczajniejszym w świecie tytułem: Virginia Woolf (autor, Beatrice Masini, ilustracje, Emiliano Ponzi). Otworzyłam, żeby zobaczyć, co to i jakoś tak … zamknęłam dopiero, jak skończyłam. Jak autorka zastrzega na początku, to nie jest biografia, ale jej własne wyobrażenie o tym, jaka Virginia była.virginia-woolf-b-iext12971964

„Latem, kilka miesięcy po śmierci mamy, zachorowała też Virginia. Nikt nie potrafił powiedzieć, co jej dolegało, jej samej trudno było wyjaśnić to doktorowi Setonowi. Serce waliło jej mocno, czuła, jak podchodzi do gardła, dusiła się od tego; i nie miała ochoty przebywać z ludźmi, nie mogła znieść niczyjej obecności. Były dni, kiedy w ogóle nie miała na nic ochoty. Leżała w łóżku, zwrócona twarzą do ściany, wpatrując się w biel pękającego tynku, w niedostrzegalny rysunek czasu, starając się odcyfrowywać ten kod, jakby on miał jej coś do powiedzenia. Ale nie było tam nic do zrozumienia, ściana nie miała dla niej żadnych wieści” ( str.24)

albo

” Nie wie nawet, czy woli być sama, czy z innymi. Zazwyczaj jest tak, że gdy innych jest zbyt wielu, ona ma ochotę uciec jak to zrobiła parę dni temu, a potem, kiedy jest zupełnie sama, brakuje jej głosów, rozmów, pewności, że siostra znajduje się tuż obok i że jest cała reszta – restauracje teatry, sale koncertowe, hałas muzyka, rzeczy do oglądania i do słuchania. Kocha wieś, ale czasami może ją znienawidzić, bo nie potrafi obejść się bez miasta” ( str.44-45)

chwile-wolnosci-dziennik-1915-1941-b-iext9603695I jeszcze: „(…) Virginia żyje „życiem płaza”, czyli w łóżku i poza łóżkiem, podobnie jak te miłe stworzenia żyją w wodzie i poza wodą. Łózko jest jedynym środkiem na uspokojenie następstw straszliwych bólów głowy, które ją dręczą. Z migreną zjawiają się diabły, głosy. Uczucie że jest wyzuta z własnej osobowości, ograbiona, że skradziono jej wolność.” ( str.64)

Mogłabym tak bez końca i przepisałabym pół książki. Ale właśnie tak to jest, kiedy odnajduje się rękawiczki, które są jak szyte na miarę i stapiają się z kolorem skóry. Człowiek chciałby je nosić, nawet gdy świeci słońce, bo świadomość, że pasują jak ulał, ale mimo to są częścią odrębną, buduje jakąś ciągłość między punktami, jakąś przynależność do linii, usprawiedliwienie. Że się jest. Bo są rękawiczki, które pasują.

Advertisements