bografia · wspomnienia

Tancerka ze spalonego teatru

Wbrew mojemu tytułowi Matylda Krzesińska nie była przeciętna tancerką. Po lekturze jednak mam wątpliwości, czy była aż taka wspaniała, jak o sobie mówi i myśli. A myśli o sobie niemal bezkrytycznie i niezwykle pochlebnie, co początkowo bawi , a potem sprawia, że wszystkie kolejne rewelacje tej prima ballerina assoluta, przyjmujemy z pewnym dystansem i przymrużeniem oka.

Bo też autorka przestrzega, by nie brać historii Mali K, Polki z pochodzenia, kochanki ostatniego Cara, do końca na serio. W biografię tej wybitnej tancerki wplotła sporo fantazji, by wszystko odmalować na dość wiarygodnym (przynajmniej w najważniejszych punktach) tle Rosji z przełomu XIX i XX wieku, czyli czasu panowania ostatnich z Romanowów. I myślę, że ten poniekąd dość oczywisty melanż uratował książkę.

Sama historia Krzesińskiej jest zapewne niezwykle barwna, jednak nie wyłania się z niej zbyt pozytywna postać. Zadufana w sobie, próżna intrygantka, egoistka i chciałoby się dodać, dworska kurtyzana, była gotowa na wszystko, by zdobyć cara. Porażki topiła podczas licznych przyjęć w kołnierzach kolejnych mężczyzn, o których autorka nie wspomina wprost, ale dość sugestywnie sugeruje sporą ich liczbę. Przyznam, że mniej więcej pierwszą połowę książki wręcz pochłonęłam. Po pierwsze środowisko baletu, tak zupełnie mi obce, tu uchyla rąbka tajemnicy i zachęca wręcz do dalszych poszukiwań, tym bardziej, że mowa tu o balecie Maryjskim a potem o les Ballets Russes. Po drugie mamy do czynienia z jedną z gwiazd tychże baletów, Matyldą Krzesińską, a nie brak również innych wielkich osobistości tego świata. Po trzecie tło historyczne, czasy kiedy obalono Cara Mikołaja II (Nikiego, jak słodko o nim mówiła bohaterka wspomnień) i okrutnie rozprawiono się z nim i z jego rodziną. Po czwarte, choć zapewne nie ostatnie, romans Krzesińskiej z Carem. Autorce świetnie udało się przedstawić postaci tak dobrze znane nam z książek do historii, postaci, których życiorysy czy poczynania wkuwaliśmy na pamięć, czując jednocześnie obrazę do nich, bo przecież szkoła za nas podsuwa oceny moralne i mówi nam co dobre, a co złe, oszczędzając nam czasu na dojście do własnych wniosków. Absolutnie nie staję tu po stronie Romanowów ani dworu i nie popieram ich sposobu sprawowania władzy, jednakże tutaj Adrienne Sharp, oprócz oklepanych epitetów i clichés, dorzuca jeszcze zwykłe ludzkie odruchy, uczucia i namiętności. Czy prawdziwe? Za mało wiem, by to ocenić, jednak sam fakt, że ci papierowi bohaterowie ze szkolnych książek mieli życie prywatne i czuli, pozwala na nich patrzeć inaczej. Jak na ludzi z krwi i kości, a nie jak na ołowiane żołnierzyki z pól bitewnych. Czy przez to czujemy do nich więcej sympatii? Nie powiedziałabym.

Niestety w drugiej połowie autorkę nieco ponosi fantazja i historia, w której od początku fikcja i prawda koegzystują na takich samych prawach, przestaje być nie tyle wiarygodna, ile staje się śmiesznie nieprawdopodobna, a to odbiera jej splendor i smak.

Wszyscy wiemy jak skończyli Romanowowie. Krzesińska musiała wyjechać z Rosji, osiedliła się w Paryżu, gdzie zmarła w wieku 99 lat. A nam w rękach pozostają jej wspomnienia, a ponieważ trudno jest im dać do końca wiarę, po lekturze rozpoczynamy poszukiwania na własną rękę w czeluściach bibliotek. I to jest największa zaleta tej książki.

recenzja zamieszczona na portalu lubimyczytac.pl

P.S. To po tej książce pociągnęło mnie na wschód:-)

Prawdziwe wspomnienia Mali K.
Adrienne Sharp
Nasza Księgarnia 2012
tłum. Bożena Stokłosa

Kilka zdjęć Matyldy. O urodzie dyskutować nie zamierzam, ale zauważam, że figura odbiega nieco o współczesnych nam standardów baletu. Poza tym wówczas baletnice podobno tańczyły obwieszone biżuterią podarowaną im przez adoratorów. Nigdy nie tańczyłam w balecie, ale na zwykłej dyskotece było mi niewygodnie z czymkolwiek na szyi …

I poniżej Matylda z synem – wg książki, również synem Mikołaja Romanowa (ale nie jest prawdą jakoby…)

Advertisements