Uncategorized

O obrotach słów, czyli rzecz o czytaniu.

Muszę szczerze przyznać, że mnie bierze na wymioty, kiedy w kolejnym sezonie; wiosna/lato czy jesień/zima, gdy zmieniają się trendy w modzie z bufiastych rękawów w przyciasne rurki, zmienia się moda na czytanie. I raz czytam, że czytamy mało, innym razem, że piszemy o książkach jak kompletni dyletanci, zagrażając wymierającemu gatunkowi prawdziwych artystów krytyków, innym jeszcze razem, że czytamy za dużo, bezmyślnie, na ilość.

Bekam sobie przyjaźnie, żeby mi się cała złość odbiła i czytam dalej, byle nie te wszystkie bzdury.

Bo, czy w czytaniu, w tej jedynej dziedzinie, która dla mnie jest, jak noszenie bielizny, nie może chodzić po prostu o czytanie? O dotyk miękkich koronek w zagubione obszary nerwowe, o tarcie kanalików łzowych finezyjnym szwem, o jedwabie w mózgu.

Czy nie można czytać we własnym tempie, wg własnych kryteriów wyboru, upodobań, wedle własnej wędki, która raz po raz wyławia inną lub tą samą rybę ze stawu? Jeśli książka jest tego warta a czytelnik ma korę odpowiednio sfałdowaną, będzie kartki przykładał jak mokre okłady do rozgrzanego nadmiernie czoła i już na zawsze po tej gorączce zostaną mu ślady w postaci dodatkowych bruzd, kolejnych szuflad, w których schowa idee, wrażenia jak rodowe pierścienie. Czyż niektóra czcionka w dziełach nie przebija tak mocno przez kolejnych dziesięć książek, że nam się wydaje, że tren wrażeń ciągnie się od domu do kościoła biblioteki i gołym okiem nie da się go objąć?

A czy niektóre książki nie są z kolei jak ulotki od lekarstw, które ważne są jedynie w trakcie aplikacji, a za okładką nie ma już nic, nawet kurz po odjeżdżającym powozie się nie unosi.

I w końcu czyż czytelnik nie jest posiadaczem własnego organu mózgowego, który w lejcach rączy wzrok trzyma i hamuje gdy trzeba, a gdy nie, strzela z bicza i pędzi?

Czy naprawdę musimy ludziom podawać na tacy instrukcje czytania?

Jak ktoś ślepy to i pałacu nie dostrzeże.

Tak więc idźcie i czytajcie, i dzielcie się jeśli chcecie, chlebem z półek zdjętym, kiedy smaczny. A kiedy zmęczenie was dopadnie i niechęć do powtarzających się znaków na szeleszczących białych polach, odpoczywajcie, krzykiem głuchym nieprzejęci, albowiem, sami wiecie najlepiej, co wam jest potrzebne.

Amen

Advertisements

2 thoughts on “O obrotach słów, czyli rzecz o czytaniu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.