LC · lit. Afrykańska · Zimbabwe

tak daleko, tak blisko

Szczerze mówiąc, po tej książce spodziewałam się raczej Historii niż historii, konfrontacji z wikipedią, googlania, żeby lepiej zrozumieć politykę i żeby się nie zgubić, kto kat i oprawca, a kto bohater. Dostałam coś z goła innego i teraz siedzę nad pustą kartką papieru i nie wiem, jak mam napisać o książce, która była dla mnie jak wielki wybuch po zderzeniu dwóch czasów: Irene Sabatini i mojego.

Nie umiem ocenić tej prozy w kategorii dobra, czy zła. Mam na nią inną szufladę: moja. Podczas czytania, czułam jak nakładają się emocje z dwóch światów, głównej bohaterki, Lindiwe i mojego, jak do siebie pasują, jak wpadają sobie w ramiona, szczęśliwe, że się odnalazły, zapłakane, bo tak długo szukały.

Obok trudnej historii miłosnej i głównej postaci, Lindiwe, urzekł mnie język. Prosty, niewyszukany. Dopowiedziane zdania, których zazwyczaj nie lubię, tu gasły spokojnie, cichutko, nie drażniąc. Natomiast ponad tekstem znalazłam wspomniane emocje, które kiedyś musiały być ogromne, możliwe, że nieokiełznane nawet, ale później w trakcie pisania, przygniecione czasem, zdały się znaleźć swoje miejsce, w jeszcze którym żyją, ale już wyciszone, ujarzmione. Nie mniej jeszcze czuć ich siłę, ich serce jeszcze bije.

Czytałam, popłakując, bo Lindiwe niewiele mówi o łzach, kiedy tęskni za Ianem. Ona płacze do środka, zdaniami całymi zatopionymi w kubkach pełnych słonej wody. Głównie mojej. Nie, wcale nie udaję twardzielki, Lindiwe po prostu wie, że to, co między nimi zawieszone, co wiedzą oboje, to świąteczne girlandy i przed świętami nie wolno ich dotykać.

Chcę mu powiedzieć, że nie jestem zdenerwowana, mimo że przestraszyłam się chwilę wcześniej. Chcę powiedzieć, że nie uważam go za złą osobę, że lubię jego imię, Ian,  że się go nie boję.
Ale zamiast tego wypowiadam tylko jedno słowo:
– Gorąco.*

A później kiedy święta już przychodzą, trzeba nauczyć się żyć, wśród prezentów, z których nie każdy był wyczekiwany.

Nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że książka tak mocno porusza, ona poruszyła mnie. Do samego środka i drąży dalej, mimo, że już dawno przeczytałam ostatnie zdanie. Lindiwe ma tyle słów, których dźwięku się boi, tyle rozmów w sobie, które przeprowadza w samotności, a potem uważa, że to bez sensu je powtarzać, kiedy nadchodzi ich czas (oczywiście to moje odczucia). I ten ból, o którym mówi, jakby informowała, że wczoraj nie jadła kolacji, ale nie wspomina już, że nie jadła jej też przedwczoraj, ani dwa dni temu, ani tydzień temu, ani miesiąc. Lindiwe nie mówi, od jak dawna jest głodna, gdy mijają lata czy tygodnie bez Iana.
Ale my wiemy …

I jeszcze jedne aspekt, który nie umyka, ale który nierzadko rozumiemy tylko pozornie, bo nas nie dotyczy. Rasizm. Lindiwe jest mieszańcem, jak o sobie mówi. Ian jest biały. Lindiwe jest wrażliwa na dyskryminację, której nie raz doświadcza. Ian jest wyluzowany. Populacja Zimbabwe to w 98% Czarnoskórzy…

Nie jest tajemnicą, że Irene Sabatini oddaje swoje ciało i duszę bohaterce powieści, aby ta opowiedziała jej historię, miłości, życia, ale też historię Rodezji, czy raczej Zimbabwe i jej mieszkańców. I Lindiwe spełnia jej życzenie, moim zdaniem z nawiązką.

recenzja ukazała się na portalu Lubimyczytac.pl

Lubie takie osobiste książki. Są jak widoczek, zakopany wiele lat temu, gdzieś pod trzepakiem. Odkryty przypadkiem jest tunelem, który pozwala cofnąć się w czasie.

To książki ,które oddają stracony czas, zakopane emocje, wypłakane łzy. To książki tak prywatne, jak prześcieradło, po pamiętnej nocy … niby wszyscy mogą mieć takie samo, ale tylko Wasze układa się do Waszego  ciała, ma zapach Waszej skóry, smak Waszych snów i miejsce … na to, co było, choć już sami nie jesteście pewni, czy to były fakty, czy pragnienia …

Ostatni raz spłakałam się tak przy Chłopcach z Placu Broni. Jeszcze po ostatniej linijce zbierałam łzy jak perły, zdziwiona, że miałam ich tyle …

Reklamy

6 thoughts on “tak daleko, tak blisko

  1. To łza Bimba zamieniła się w perłę, czarodziejka Babaluba usiłowała spełnić jego życzenia ale jej się to nie udało – spróbuj może Ty będziesz miała więcej szczęścia 🙂

    1. Oj, tym razem intuicja Cię zawiodła :-), to motyw z urokliwej bajki, w której marzenia się nie spełniają i okazuje się, że paradoksalnie dzięki temu można poznać samego siebie i być szczęśliwym …

        1. Ja?! 🙂 wykluczone tym bardziej, że sam pamiętam jak przy śmierci Nemeczka oczy mi się „zaszkliły”, wstyd się przyznać, bo jak wiadomo prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze o nawet ze szczęścia 🙂

  2. ja tam uważam, że właśnie prawdziwy mężczyzna nie wstydzi się łez:-)
    oj nad Nemeczkiem ja tez szlochałam, gdyby nie to, pewnie przeczytałabym tą książkę jeszcze kilka razy. chociaż teraz tak sobie myslę, syn poszedł do szkoły, więc chcąc nie chcąc i tak trzeba będzie sobie przypomnieć. Na myśl o Krzyżakach mam ochotę wyjechać w busz, gdzie nie ma zasięgu …
    w sumie jest pare takich lektur, przez które nie przebrnę drugi raz …

Możliwość komentowania jest wyłączona.