Uncategorized

starocie i zapowiedzi

Po przeczytanych ostatnio 2 kryminałach (Ulubione rzeczy i Wszystko ma swoją cenę – czy te okładki tylko mnie wydają się brzydkie?), czuję się napełniona po brzeg i czekam, aż historie wsiąkną głęboko, zaświeci słońce i przyjdzie długa susza, która finalnie przyniesie tęsknotę za dreszczem. Kryminały w moim przypadku, są trochę niczym przecinek w zdaniu, w zasadzie dobrze, jeśli się pojawiają, bo dają możliwość na jakiś oddech. Albo nie, znalazłam lepsze porównanie! są jak imbir na talerzu pełnym sushi:-)

O książkach najbardziej lubię pisać, gdy już we mnie przebrzmią, gdy ulecą, albo się zagnieżdżą w jakimś kącie i pozwalają na siebie patrzeć z perspektywy. Tym samym, z ostatnio przeczytanych książek, wciąż najmocniej wzdycham do Lat z Laurą Diaz ( C Fuentes) – Laura na długo zawładnęła moim umysłem, Marthy Quest (D Lessing), ubolewając, że nie mam czasu na dalszy ciąg, żeby się dowiedzieć, co ze mnie wyrośnie, Dziewczyny z Poczty (S Zweig), gdzie znalazłam zrozumienie dla moich ostatnich lat, i Chłopca z sąsiedztwa* (I Sabatini), gdzie, nie cała historia, ale pewne fragmenty, były mi tak bliskie i dotykały z taką czułością jątrzących się ran, że płakałam jak głupia. Smakowi słów zazwyczaj oddaję się bez reszty i bez zastanowienia. Ubolewam niekiedy nad tym brakiem dystansu.

Odkryłam też przyjemność w literaturze lżejszej i tak,  nieco fantazyjne wspomnienia Mali K *, wbrew tytułowi wcale nie tak do końca prawdziwe (Prawdziwe wspomnienia Mali K, A Sharp), porwały mnie, wyrzucając następnie w czeluście internetu w poszukiwaniu zarówno kolejnych informacji ze świata baletu, jak i o ostatnich Romanowach (wczoraj trafiłam na fajny dokument na BBC Knowledge albo Planet – o klejnotach Romanowów). Haczyk historii został połknięty, przede mną opasłe tomisko o Stalinie*, podczas gdy, tymczasem towarzyszę R Hessowi w Anglii*.  W planach … lepiej nie mówić, co w planach, to tak szybko się zmienia …

Zauważam też, jak chętnie zaglądam do domów tak skrupulatnie przeze mnie dotychczas omijanych, bo historia jakoś nigdy nie umiała mnie wciągnąć. A teraz proszę, czytając o powojennej Warszawie, odkrywam w sobie jakaś pasję do przeszłości, jakbym nagle po latach dryfowania, trafiła na ląd, od którego mogę zacząć piesze wędrówki. Nie chodzi wcale o to, że mam kieszenie wypchane kamieniami wiedzy, czy to powszechnie dostępnej, czy wysmakowanych ciasteczek. Szczegóły nigdy jakoś nie wytrzymywały ze mną zbyt długo. Chyba chodzi  oto, że przez chwilę, czyjeś słowa budują przede mną realny świat, w którym potrafię żyć, czuć i kochać.

I to mnie jakoś prostuje, podnosi i mogę dalej pójść … albo polecieć.

 

* będą recenzje

Advertisements