lit. polska · Warszawa

W piwnicach i na strychach

Do Warszawy mam rzut beretem i nie ukrywam, że z racji obowiązków służbowych, często się z tym beretem zabieram. I choć udało mi się w ciągu ostatnich lat całkiem nieźle poznać miasto, jakoś nigdy nie myślałam o tym, żeby mu zajrzeć do piwnic, albo na strych i odkryć jakieś skarby. Przyznaję się do ignorancji. Natomiast od jakiegoś czasu, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, kiwa do mnie palcem historia, a ja podążam za nią coraz bardziej zaciekawiona. I to w ten właśnie sposób poznałam Warszawę.

Są książki, po które sięgam z czystej ciekawości. Oczekuję od nich rzetelnych informacji napisanych klarownym poprawnym językiem. Nierzadko czytam je z równie wielkim zapałem, jak dobrą literaturę, a suchy język wcale mi nie przeszkadza.

Tym razem też oczekiwałam konkretów, liczb, informacji i przyznaję szczerze, byłam ich niezmiernie ciekawa. Czytając o II Wojnie Światowej, o Getcie, o Powstaniu, chciałam pójść dalej i być poniekąd świadkiem podnoszenia się miasta z ruin. Jako dziecko PRL-u, w kinie raczono mnie tzw. kroniką filmową, a że stolica w latach powojennych była priorytetem, to chyba we wszystkich miastach wstępem przed każdym seansem były relacje z placu budowy, mimo, że Warszawa już dawno stała i to całkiem solidnie na nogach. Tyle, że jako dziecko do kina chodziłam na filmy i bajki, a kronika była traktowana trochę jak dziś niekończący się blok reklamowy. A teraz miałam szansę przeżyć to raz jeszcze, tylko bez propagandy i świadomie. I po raz pierwszy nie wierciłam się na stołku w oczekiwaniu na właściwy film. Bo ten, który miałam na kartkach książki skradł całą moja uwagę.
Pierwszy rozdział faktycznie zaopatruje nas w fakty, daty, nazwiska, liczby. Jest tego sporo, ale pozwala sobie wyobrazić skalę zniszczeń i ogrom pracy, która czekała warszawiaków. Jest to solidna baza pod resztę rozdziałów, które są jak kolejne kondygnacje pięknej, eklektycznej, zabytkowej kamienicy; łuki, okna, zdobienia, schody, co chcecie, człowiek zwiedza z otwartą buzią. O Warszawie bowiem piszą, poza Jarosławem Zielińskim, historykiem i varsavianistą, Marek Nowakowski (to był chyba mój ulubiony rozdział), poeta, Zbigniew Jerzyna, Roman Dziewoński – znawca teatru, Zofia Kucówna (nie miałam pojęcia, że ona tak pisze!), dziennikarka Agnieszka Rybak odkrywa tajemnice domu przy Alei Szucha 16, Danuta Szmit- Zawierucha – varsavianistka, napisała rozdział iście dla pań, o ciuchach, Alicja Dołowska, dziennikarka opowiedziała o barach mlecznych i Tadeusz Górny, dziennikarz muzyczny i krytyk literacki zaznajomił nas z początkami jazzu, muzyką awangardową i miejscami związanymi z książką. Znalazło się również miejsce na wspomnienia Agnieszki Osieckiej na temat basenu Legii. Otrzymaliśmy więc cały wachlarz informacji i to nie tylko z dziedziny budownictwa! Do tego doliczmy jeszcze całą masę ciekawych zdjęć. Kiedy zobaczyłam jak w 1952 roku wyglądała Jana Pawła II (wówczas Marchlewskiego), albo zdjęcie z budowy Stadionu Dziesięciolecia, nie mogłam uwierzyć, że to te same miejsca, które tak dobrze znam.
Fantastycznie było zwiedzić wszystkie bary (nie tylko mleczne) w którym, żyło życie bez cenzury, zajrzeć na Polną i Bazar Różyckiego, zakraść się do teatru zarówno na scenę jak i za kulisy, posłuchać spontanicznych jam session, wówczas przecież tak surowo zakazanych. Spotkać Tyrmanda, Osiecką, Namysłowskiego i całą rzeszę innych wielkich, nie tylko tamtego pokolenia. Takie Hybrydy na przykład, do których współcześnie czasem trafiałam na koncerty, wówczas tętniły zupełnie innym życiem.

Muszę dodać, że sposób w jakim napisane są wspomnienia urzeka, oczywiście u każdego autora inaczej, co dodaje i tak świetnej książce, uroku. Pełne ciepła a czasem również nostalgii, anegdoty i dramaty, jawią się przed nami jak kadry z ulubionego filmu, z tą tylko różnicą, że tym razem ten film możemy zatrzymać w każdym dowolnym momencie, przewinąć, wrócić. Ja wielokrotnie zatrzymywałam i na pewno będę wracać. I z wielką chęcią będę szukać podobnych.

Recnezja ukazała się na portalu Lubimyczytac.pl

a ja z niecierpliwością czekam na wypłatę, żeby dokupić sobie jeszcze  książki:

Było takie miasto

Ferajna z herbowej ulicy

a przede wszystkim Wspomnienia powstańca z getta warszawskiego

Reklamy

2 thoughts on “W piwnicach i na strychach

  1. Jak już będziesz miała „nawis inflacyjny” 🙂 to warto poszukać serii „Biblioteka Świadectw Zagłady” wydanej przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy IFiS PAN, ale po kupnie wszystkich części Korzeni Miasta to będzie pikuś 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.