lit. meksykańska

Fuentes – w końcu:-)

Czyż można założyć kraty na fale jeziora? Zastanówcie się dobrze, czy można?

Pytanie może się wydać zgoła bez sensu, albo wręcz banalne, natomiast po lekturze „Lat z Laurą Diaz”, kiedy można zacząć próbować oddalać się małymi kroczkami od jej życia, tylko po to, aby ujrzeć je w jakiejś całości, w zwiniętym kłębku wełny lub wręcz w gotowym swetrze, wówczas, to pytanie zaczyna się mienić innymi znaczeniami, a jego echo zatacza kręgi niczym kamień rzucony w wody … jeziora.

Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam tak dobrą książkę. Myślę nawet, że ‚czytałam’ to nie jest właściwe określenie, nawet gdybym chciała je poprawić na ‚Czytałam’, by zaznaczyć różnicę adekwatną do patrzenia (czytałam) i widzenia (Czytałam). To jest książka, w której czytelnik jest drogą, kamieniami, plantacją kawy, rewolucją, muralem, na którym historyczny ślad odciska Diego Rivera, tramwajem pod który wpadła Frida Kahlo. Nie, czytelnik nie jest Laurą, nie jest też żadnym z Santiagów, ale jest materiałem, na którym bohaterowie odciskają swój wzór. Ziemią, na której odciskają ślad. Czytelnik nie ogląda też filmu, nie gra w przedstawieniu, żyje po prostu jeszcze innym życiem, oprócz tych wszystkich które ma.

Historię Laury poznajemy na tle burzliwych losów Ameryki Łacińskiej (i w zasadzie całego świata) w XX w. Prawdopodobnie nie byłoby w tym nic szczególnego, a może wręcz historyczne tło skłaniałoby do zaniechania lektury, tym bardziej, że w moim pojęciu było ono jednym z pierwszoplanowych bohaterów. Jednak to właśnie z tej barwnej kroniki wynika pytanie, które postawiłam na początku: Czyż można założyć kraty na fale jeziora?. Laura – jezioro, kraty – do wyboru – kolejne dyktatury, środowisko, mąż, uwarunkowania społeczne, historia. Trudne czasy, w których przyszło jej żyć, nie tylko narzucają jej tzw. rolę kobiety w ówczesnym społeczeństwie, ale także zmuszają do dokonywania wyborów, jako obywatela w państwie. I choć po Laurze można spodziewać się naprawdę wielu rzeczy, niekiedy szalonych lub nawet, w mojej ocenie niewybaczalnych, to nikt nie może jej zarzucić biernej postawy i ślepego posłuszeństwa. Ona naprawdę jest jeziorem. Szereg rewolucji i zawirowań politycznych zasiewa w tytułowej bohaterce wątpliwości i prowokuje do zadawania czasem krępujących pytań, ludziom wśród których żyje. Pytań fundamentalnych o sedno, o przekonania, o wolność, o tożsamość w końcu. Bo Laura się nie ugina przed tymczasowymi bogami i nie pada przed nimi na kolana. Jezioro nie zna krat. Laura ma jednego boga – prawdę i pozostaje mu wierna do końca.

Niezmiernie trudno jest pisać o książce, którą otwiera się z namaszczeniem niemal jak drzwi do tajemnego przejścia, o którym wiedzą nieliczni. Bo jak słowami ogarnąć mistrza? Jak zamknąć całe morze w garści akapitów? Jak założyć kraty niezgrabnych słów na fale jeziora talentu i fantazji? Jak mówić o czymś, co jest tak szalenie doskonałe, że żaden zachwyt, podniesiony do nieskończonej potęgi, nie przybliży nas nawet do progu tych drzwi, które miałam przyjemność otworzyć?

Jest tylko jeden sposób. Poznajcie Laurę Diaz. I nie będzie trzeba więcej żadnych słów.

recenzja ukazała się na portalu Lubimyczytac.pl

Reklamy