Chiny · Holandia · lit. podróznicza

Zagubiony iiiid…..ignorant w Chinach – J. Maarten Troost

Książkę wypatrzyłam już ładny czas temu, ale jakoś tak się złożyło, że zabrałam się  za nią niedawno. I o ile w momencie kupna byłam pozytywnie nastawiona, o tyle teraz, zupełnie intuicyjnie, podchodziłam do niej sceptycznie. I chyba miałam nosa.
Styl w jakim jest napisana, przypomina mi rozmowę z jednym (mało sympatycznym) kolesiem przy piwie który, dobitnie komunikując mi jakąś prawdą objawioną, na którą najwyraźniej ma monopol, po pijacku szturcha mnie w ramię. W ten sposób próbuje się ze mną spoufalić i uczynić swój monolog zabawniejszym. No początkowo można by to jeszcze uznać za zabawne, choć nie lubię naruszania przestrzeni intymnej, bez mojego zezwolenia, ale za piątym razem, to już mnie drażni i przestaję słuchać. (nie doczytałam książki do końca biję się w pierś, ale to z szacunku do moich nerwów.)
Autora odebrałam jako faceta uważającego się za dowcipnego, który gawiedzi wieśniaków opowiada o dalekich krajach, nieskromnie udając jednego ze słuchaczy-ignorantów. Bo tak naprawdę sprawia wrażenie, jakby czuł się cywilizowany lepiej wyżej i głębiej, i bez krzty szacunku obnaża (w jego mniemaniu obnaża, bo ja odniosłam wrażenie, że to przekoloryzowane, krzywe zwierciadło) przed nami kulturę Chińczyków. Bardzo nie podoba mi się ten ton. I bardzo nie podoba mi się sposób, w jaki napisana jest ta książka, którą odbieram jako mało wiarygodną i przekoloryzowaną ale nie dlatego, żebym się uważała za znawcę Państwa Środka, tylko dlatego, że autor nie pozwala mi uwierzyć w to, co sam opowiada.

Jak mam uwierzyć na słowo komuś, kto pisze:  Spodziewałem się anarchicznego chaosu stacji kolejowej; lśniący czystością, wielojęzyczny, świetnie funkcjonujący port lotniczy przywodził mi na myśl Singapur. Nigdy nie byłem w Singapurze, ale kiedy o nim myślę (…) wyobrażam sobie coś takiego, jak lotnisko w Qingdao (str.124) WTF????

albo

Kiedy kończyłem stek, który był bardzo dobrym stekiem, choć moim kubkom smakowym przyzwyczajonym do chińskiego jedzenia wydawało się, że zupełnie nie ma smaku (…) (str. 145)  Co za bzdury???

Autor opowiada historię z 1298 r.(…) Efektem tego spotkania była książka znana jako Opisanie świata, która stała się Harym Potterem tamtych czasów. No, może nie do końca, bo dopiero 120 lat później Johannes Gutenberg wynalazł prasę drukarską. ( str. 160). Czy to ma być ten zabawny ton z dystansem?

Przeglądnęłam opinie nt tej książki i właściwie nie zdziwiły mnie pozytywne komentarze. W końcu przecież Danielle Steel całkiem nieźle żyje tylko ze swoich książek. Najbardziej jednak zdumiewało mnie zdanie: „cała prawda o Chinach”. Aż tylu znawców mamy w naszym kraju, którzy tak bezceremonialnie twierdzą, że autor mówi prawdę? Czy tylu łatwowiernych? Bo w moim mniemaniu powyższe cytaty ( których znalazłam znacznie więcej), nie pozwalają mi uznać książki za wiarygodną.

Gdy czytałam o wyciąganiu pieniędzy z bankomatu na usta cisnęło mi się jedno stwierdzenie: idiota, który resztę ludzi mierzy swoją miarą: Ten, do którego podszedłem poprosił mnie o PIN po angielsku, ale potem pojawiły się chińskie znaczki, co sprawiło, że operacja stała się nieco trudniejsza. Wybierałem więc pieniądze czy przelewałem wszystkie oszczędności na konto w Laosie? Pobawiłem się przyciskami i w końcu z zastrzykiem gotówki w portfelu poszedłem w kierunku centrum Hangzhou (str. 171). No gratuluję szczęścia!

Entuzjazmowi publiczności kibicującej scenie targowania się w hotelu trzygwiazdkowym, mogłaby pozazdrościć sama Agnieszka Radwańska podczas finałowego meczu z Sereną Williams. (str. 181) Natomiast opis jedzenia kalmarów był po prostu żenująco żałosny (Str 184)

Ponad to opowieści o historii na skróty, językiem z komunikacji miejskiej, głośno, dobitnie i z grubsza, nie dodają uroku tej książce, nie czynią jej w moich oczach lekturą przystępną, tylko mało wiarygodną. Osobiście wolę autorów, którzy piszą dla czytelników mając na uwadze ich IQ.

Reklamy

5 thoughts on “Zagubiony iiiid…..ignorant w Chinach – J. Maarten Troost

  1. on był bezkonkurencyjny:-) a tak btw ciekawa jestem, czy kiedyś przeczytam całego (mówię o jednej książce) Theroux. Jego sposób widzenia świata też działa mi na nerwy.

  2. Mam wrażenie, że Twoja recenzja mutatis mutandis – jeden z moich ulubionych zwrotów 🙂 – mogłaby chyba dotyczyć większości "dzieł" travelebrytów :-), niestety 🙂

  3. no niestety chyba masz rację, aczkolwiek kiedy kupowałam czyli dawno temu, nie wiem, dlaczego, ale byłam przekonana że to naprawdę będzie o Chinach.

Możliwość komentowania jest wyłączona.