biografie · lubimyczytac · malarstwo · o sztuce

Papierowy akt

Kiedyś jeden fotograf powiedział mi, że aby oddać piękno i prawdę tkwiącą w modelu, trzeba mieć z nim bliskie relacje. Ta prawda jak najbardziej sprawdzała się w przypadku Tamary Łempickiej.
Historię właściwie jednego z jej romansów poznajemy z perspektywy kochanki, modela, muzy – pięknej Rafaeli Fano. Młoda Amerykanka ma zaledwie siedemnaście lat, kiedy w Lasku Bulońskim zaczepia ją słynna już wówczas malarka z zielonego bugatti. Przyjmuje ofertę pozowania, od której zaczyna się jej fascynacja a potem miłość do Tamary. Madame de Łempicka zaś, podczas tego okresu, tworzy jedne ze swych najsłynniejszych dzieł.
Tak pokrótce można streścić fabułę książki, zostawiając szczegóły czytelnikowi. A szczegóły te w dużej mierze dotyczą raczej Rafaeli niż Tamary. Mniemam, iż autorka założyła, że poprzez uczucie młodej modelki, odkryjemy prawdziwą malarkę i jej epokę. Pomysł jak najbardziej ciekawy, ale odnoszę jednak wrażenie, że jej zamiary, delikatnie mówiąc, się nie powiodły. Portret odmalowany przez Ellis Avery wydał mi się płaski, niespójny, monotonny. Niewiele dowiadujemy się z niego o samej Tamarze, malarka została wręcz zarysowana kilkoma grubymi kreskami, które na zmianę, uporczywie wyłaniają się z co drugiego rozdziału. Na głębię, na podszewkę nie starczyło już miejsca. Nie uratowała tej książki nawet ostatnia część – podsumowanie napisane już z perspektywy artystki.
Wydarzenia są raczej przewidywalne, choć kierunek, do którego zmierzają, nie jest dla mnie do końca jasny. Oczekiwałam portretu malarki z krwi i kości, lub chociaż przenikliwej relacji z kluczowego fragmentu jej życia, osadzonego w jakimś kontekście, a dostałam bardziej historię Rafaeli, nad wyraz dojrzałej i dorosłej jak na swoje 17 lat, przez którą niestety nie prześwituje nic, co mogłoby przykuć moją uwagę, o wzbudzeniu zachwytu nie mówiąc.
Obu postaciom brakowało jakiegoś grubego pnia, wokół którego mogłyby się owinąć detale ich charakteru i charakteru epoki. Brakowało też gruntu, jakichś ścian, krajobrazów. Otrzymaliśmy za to rozsypane puzzle, na dodatek z kilku różnych pudełek. I w efekcie, obraz z tych klocków też wyszedł raczej nieskładny.
Gdzieś tam mówi się o kryzysie, którego jednak w powieści niewiele faktów potwierdza. Czytamy wzmianki o strojach Channel, jest kilka nazwisk artystów, które są raczej papierową dekoracją niż wiarygodnym tłem. Odnosi się wrażenie, że poza Łempicką w epoce Art Deco nie ma nikogo godnego uwagi. Duch tamtych czasów nie przeszedł się nawet po stronach książki. A szkoda.
To mogła być naprawdę dobra książka. Gdyby zamiast na nudnych intrygach wokół portretu Rafaeli, skupić się bardziej na malarce, ale nie tylko tej w łóżku i w pracowni, ale na tej będącej emigrantką, rozwódką, cyniczną uwodzicielką, utalentowaną artystką, żyjącą pośród wielu innych i w jakże ciekawej epoce. Gdyby tak tchnąć w nią życie, pozwolić jej myśleć i mówić, gdyby tak obdarzyć ją mięsem i ciałem, z którego wyłoniłby się talent, moglibyśmy podziwiać nie tylko jej obrazy, ale również akt tworzenia. Gdyby tak autorka umiała zasiać w nas kilka faktów, które przykułyby nas do stron, zamiast rozrzucać je niczym dmuchawce, które bezskutecznie próbujemy złapać, żeby po lekturze zostało nam chociaż coś w garści. Gdybyśmy tak mieli chociaż jakiś grunt i krajobraz…
Niestety otrzymaliśmy poprawnie napisane czytadło, w którym uwieść ma nas samo nazwisko i homoseksualny seks. Trochę za mało, by zachwycać. Ale na wakacje w sam raz.

Ostatni akt
Ellis Avery
Wydawnictwo: Bukowy las 2012

recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac
Reklamy

9 thoughts on “Papierowy akt

  1. może, nie jestem i nie byłam fanką T Łempickiej, a mimo to z ciekawości skusiłam sie. Mam w pamięci jeszcze zachwyty sprzed lat nad Udreką i ekstazą czy Pasją życia I. Stone'a, chciałam czegoś na tym poziomie; przystępnego ale przyzwoitego, dobrze wmontowanego w epokę. Nawet u Pierra La Mura Toulouse Lautrec miał mięso.Potem całkiem niedawno powaliła mnie Blondynka J.C Oates, no niby nie wierna biografia, ale jak odmalowany charakter! Atmosfera! A tu? Jakies popierdółki z życia. Nie ukrywam że już w połowie mi się znudziłaSorry dwie laski w łóżku nie wystarczą, żeby zachwycać.Poza tym właśnie mam wrażenie, ze autorka postawiła właśnie na miłość lesbijską i ogólnie rozwiązłość Tamary, ale i to kiepsko jej wyszło.Gdybym ją wzięła na wakacje i czytała to ok, człowiek wiele nie oczekuje od plażowych książek, a tak zonk, spory nawet

  2. zwykła ciekawość, lubie czasem poczytać biografie, uzupełniaja moją wiedzę o epoce albo wręcz są jakimś zalązkiem do poszukiwańkiedyś nie lubiłam Picassa ale znalazła sie kobieta ktora mi duzo o nim opowiedziała, o życiu, jego pracy (o kobietach juz mniej), o podejsciu do malowania, o tym jak doszedł do kubizmu. Nie pokochałam nagle malarza ale nabrałam ogromnego szacunku i podziwu. Myślałam ze i tym razem mnie coś olśni, popchnie w dalsze poszukiwania …

  3. O tak, Picasso miał ciekawą biografię. Ta wydana przez WAB dobrze pokazywała jego drogę artystyczną, mnie to dużo dało, bo też za nim nie przepadam. Łempicka miała barwne życie, szkoda, że autorka skupiła się na pseudo-sensacyjnym wątku. No, ale to jej prawo.

  4. no właśnie szkodarozumiem jej zamysł bo właśnie w tym okresie Łempicka była najpłodniejsza, ale tego wcale nie czuć, bo za słowami w tej książce nic się nie kryje, są cienkie jak ściana z karton gipsu, walisz pięścią raz i od razu dziura i pusto.W pizzerni, którą bardzo lubię (w podkowie leśnej) wiszą "reprodukcje" znanych dzieł. Jest też i Lempicka. Jest nawet cena. Ta reprodukcja wisi tam od lat, co z uwagi na jej jakość (fatalną no fatalną, brak proporcji, kończyny urywające się i powracające w dziwnych momentach)wcale nie dziwi.Jak czytałam książkę, to słowo, miałam tamtą "reprodukcję" przed oczami.

  5. No nie wiem, czy Twój znajomy fotograf miał rację 🙂 w mojej ulubionej fotografii "nowej rzeczowości" uznawano, że ciało stanowi postument dla głowy, głowa stanowi ramę dla oczu, a oczy stanowią zwierciadło duszy a fotografie spokojnie przetrwały próbę czasu, choć już niedługo minie 100 lat 🙂

  6. nie zamierzam nawet podejmować dyskusji, nie jestem ani fotografem ani portrecistą:-), natomiast na podstawie tego, co przeczytałam o Lempickiej, ta zasada działała. Z resztą chyba dość powszechną jest opinia, jakoby malarze sypiali ze swoimi modelkami, nie spodziewam się wielu odstępstw od reguły:-))))

Możliwość komentowania jest wyłączona.