Uncategorized

Diffido – Frederick Rossakovsky- Lloyd

zdjęcie skradłam gazecie

„Na ile żyjemy wiarą? W lepszy obraz siebie, w lepszy swój kadr wśród tłumów czy na świecie po prostu? W lepsze jutro? Wczoraj, piękniejsze niż było naprawdę? Na ile przejmuje nas to, co było, lub, co będzie, by w międzyczasie pozwolić gruntowi bezszelestnie obsunąć się spod nóg? By utknąć w zawieszonym zdziwieniu, że oto życie moje do mnie nie należało, choć miało być moje. Że żyło się samo, podczas gdy byłem gdzie indziej? Że życie i ja, to dwie odrębne linie? Gdy patrzę na ludzi widzę zwłoki Tańczą z przeszłością o przyszłości marzą (…)” Pisze Frederick Rossakovsky-Lloyd w swoim najnowszym tomiku Diffido.
Świadom upływu czasu, kolekcjonuje chwile, jak mały chłopczyk skarby, które chowa pod łóżkiem i czasem, nocą, gdy nikt nie patrzy, w samotności ogląda czarnobiały film. I myśli. Czasami nachodzą mnie nocą” gdyby” i wyją każdą szparą której nie zatkałem zastępczymi myślami.
Autor nieustannie osadzony, w krokach, które stawia, przygląda się sobie, w albumie ze zdjęciami, próbując, jak ze skomplikowanych równań matematycznych, uzyskać wynik. Szybko konstatuje, że nie ma jednego prawidłowego. Rozumie, że człowiek to trzy czasy plus odbicia w lustrze. To kroki i ślady i droga przed nami. I plecak w którym grzebie nieustannie, ze smutkiem czasem: Tak bardzo bym chciał być znów pełen niespodzianek, mieć tyle energii co beztroski. Nielimitowanej radości.
Nie dajmy się jednak zwieść. Autor nie jest typem filozofa oglądającego świat z pozycji mchu na kamieniu. Bliższa mu rzeka. Biegnąca, oszalała czasem, psotna, niekiedy z zaskakującym wodospadem. To rzeka, która ochłodzi, wyleje, stopy obmyje, zniknie gdzieś z horyzontu, by zaskoczyć nas nową czystością, nowym kształtem. Niby nic nowego, niby posłuszeństwo prawom natury, uporządkowane w zgrabne linijki i zdania. Niby woda, ale jaki smak … szczególnie gdy wylewa w błyskotliwą prozę.
Małe zdjęcia, kilka szybkich pociągnięć pędzlem, żeby uchwycić moment jedną kreską, jedną barwą o odpowiednim nasyceniu. A w pejzażach próżno szukać wsi spokojnej, wsi wesołej. Raczej korytarze. Meandry, zakręty życia, chwile wahania, jakieś opary myśli między przebłyskami świadomości, a może przebłyski świadomości miedzy oparami życia. Jakby nie rozumieć, z którego kąta by nie patrzeć, warto na chwilę zejść. Na ziemię, gdzie zaprasza nas autor.
link do recenzji

Reklamy