lit. niemiecka

miętolenie cukierków

Czytam chyba ze 4 książki na raz i donikąd się nie spieszę.
Czasem myślę, że wszystko rozciąga się w mnie jak guma aż do pęknięcia czasem, kiedy zostaję zmuszona zawiązać supełek i coś zmienić. Ale póki nie muszę, ciągnę.
Taki cukierek miętolony wielokrotnie inaczej smakuje, mnie inaczej smakuje.A jeden to jest taki intensywny, że można go posmakować tylko przez chwilę i smak na długo zostaje. Dam spróbować trochę:

„Kiedy zaczyna się umieranie – a wydaje mi się teraz, że wówczas zaczęła już umierać – rodzi się jednocześnie mniej lub bardziej długotrwały proces, w którym umierający ( mogący zresztą przejawiać, jak właśnie ona, szczególnie, powiedzmy, hektyczne ożywienie) przemienia się na powrót z człowieka o określonych indywidualnych, społecznych, historycznych cechach nagie zwierzę, z którego opadło wszystko, jak wytarte domino o szarym poranku po balu. Nic dziwnego, że z trudnością go poznajemy. Lecz my jesteśmy dlań prawie równie obcy jak on nam; ponieważ my pozostaniemy tym, czym byliśmy, podczas gdy on niepostrzeżenie, być może niepostrzeżenie dla siebie samego, prześlizgnął się w inne pole siłowe. Często spojrzenie jego spoczywa na nas długo, nieruchomo, z nieosiągalnej dali, spojrzenie zwierzęcia, i jak tamto wymowne, lecz w języku, którego nie rozumiemy. Długo potem, gdy już od dawna zgasło, sądzimy, że wiemy, co mówiło. Ono o coś pytało. Pytało: Co, to jesteś ty? Więc ja także jeszcze jestem? Albo: Co, jeszcze jesteś tutaj? Więc ja także jeszcze tutaj jestem?”

Gunter Steffens Bliżej szczęścia PIW 1985

uprzedzam tylko, że takie cukierki uzależniają
Advertisements

6 thoughts on “miętolenie cukierków

  1. Czytanie kilku książek na raz – skąd ja to znam ale często się to kiepsko kończy, bo żadnej nie kończę a potem muszę zaczynac od początku 🙂 Same straty 🙂

  2. ja kiedyś nie umiałam czytac kilku książek na raz ale teraz bardzo sobie to cenie, sięgam po książki zależnie od nastroju. poza tym są takie jak wlaśnie Bliżej szczęścia albo opowiadania Balli, których nie da się usiąść i przeczytać. wiesz tak troche ukradkiem otwierasz lodówkę i palec wsadzasz w ten tort i nabierasz … a potem zamykasz i rozpuszczasz w buzi smak …nie kończę tylko tych książek które ewidentnie mnie drażnią, taki los chyba spotka Noc żywych Żydów

  3. jakos dużo, bo historia może i całkiem niezła ale ten język, ta stylistyka, która w moim odczuciu jest tak sztuczne, nieprawdziwa i tak pod publikę. no czyta się opornie

  4. W nawiązaniu do G.Steffensa przypomniał mi się dialog z,,Fałszerzy''A.Gide.Edward-,,walczyć z samym sobą,to jest dobre póki się jest zwycięzcą,ale jak ciało się podda….stary La Perouse odpowiada-wtedy będzie prawdziwe zwycięstwo.

  5. kiedyś sobie tak lizaki za komuny dozowałam. co by na długo starczyły.dzięki za zmieszczenie linku!ale nie wiem dlaczego nie działa 😦 dobry podałam jakby co..

Możliwość komentowania jest wyłączona.