lit. słowacka

podszepty ukrytego życia

Balla należy do tych pisarzy, którzy wyróżniają się własnym rodzajem linijki, a w szczególności przestrzeniami między nimi. Zachwyca i zdumiewa zarówno styl oraz treść, jak i nasze skojarzenia, wirujące gdzieś dookoła tekstu. Trudno z resztą o ich brak, bo prozę Balli postrzegam jako skrzyżowanie patchworka z szachownicą. Niby nic nie pasuje, ale w sumie zmierza w jednym kierunku, do jakiegoś większego wzoru, do odpowiedzi, nawet jeśli pytania nie przyszły nam jeszcze do głowy. Słowak krąży wokół człowieka, najczęściej typu everyman, którego stawia w absurdalnych sytuacjach prozaicznego życia, zmuszając do poetyckich, filozoficznych przemyśleń.
Balla programowo nie pisze powieści tylko opowiadania, co po przeczytaniu kilku (do tej pory ukazał się Niepokój oraz Świadek), zdaje się tak oczywiste jak to, że w dzień jest jasno. Na ogół.
Pisarz oscyluje na pograniczu absurdu, odnoszę wrażenie, że zajmują go rzeczy oczywiste w nieoczywisty sposób. Są momenty, w których odnajduję gdzieś swoją codzienność, jakiś znajomy fragment, ale są akapity bardziej absurdalne od najmocniejszych momentów Barei. Ale w każdym z tych fragmentów jest jakiś haczyk, o który wadzi nasza kurtka. Nie sposób się prześlizgnąć.
Niepokój pochłonęłam chyba w jeden dzień, zdając sobie sprawę, już po pierwszym opowiadaniu, że mam przed sobą ciastko z tych, co to chce się je zjeść i mieć jednocześnie. To było jak pierwsza wyprawa w morze, która tak zachwyciła, że człowiek płynął jak oszalały do brzegu, zamiast delektować się aksamitem wody i przejrzystością powietrza. Czytając kolejne zbiory opowiadań, postanowiłam nie popełniać tego błędu.
W Podszeptach najbardziej urzekło mnie opowiadanie o Podszeptywaczu. Ileż tam rozdroży, z których każdy czytelnik wybiera własną drogę, ile kwiatów, z których każdy ułoży własny, niepowtarzalny bukiet. Ile przestrzeni, po której, na sznurkach przeczytanych zdań, biegają rozradowane i niekiedy zagubione nasze myśli. Czytam, szukam analogii, rozszyfrowuję metafory i kiedy już mam wszystkie litery do hasła, okazuje się, że nawet ono może mieć wiele znaczeń.
Lubię książki tak nieoczywiste, gdzie istota treści macha gdzieś do mnie z oddali. I zanim się z nią spotkam, poznam, oswoję, pół życia przebiegnę w tę i z powrotem, zahaczając jeszcze o boczne ścieżki. Ale będę szczęśliwa.

recenzja ukazała się na portalu lubimyczytac.pl
Advertisements

2 thoughts on “podszepty ukrytego życia

Możliwość komentowania jest wyłączona.