lit. rosyjska

pod osłoną

Zawsze obrazowałam noc jako lekko nierzeczywisty korytarz między dniami. W zakamarkach ciemności ginęły gdzieś sprawy nieważne, a te istotne, nabierały barw nasyconych i przez kilka chwil dały się formować jakoś naszym dłoniom, pełnym nadziei na szczęśliwy finał.
Poeta Anna, matka dwójki dzieci, babcia trojga wnucząt, albo nawet odwrotnie, babcia trojga wnucząt, matka dwójki dzieci, poeta i wreszcie kobieta, w tymże korytarzu nieustannie kłóci się z córką, gdy ta odwiedza ją po kolejnej ciąży, a w nocy spisuje dni, usiłując nadać im trochę wiary w lepsze jutro, trochę nadziei, trochę światła, które odda jej trochę zainwestowanego ciepła.
Nota na okładce zaprasza nas do zanurzenia się w „studium rosyjskiego wcielenia Matki Polki”. Może nie mam nic w sobie z matki Polki, choć mam siedmioletniego syna, ale nie ukrywam, że tak ujęta zachęta, mocno mnie zaskoczyła.
To prawda, książka jest o kobietach i jak najbardziej o matkach, o matkach poświęcających wszystko w imię najsilniejszej, najbardziej ślepej miłości, miłości do dzieci, o niewdzięczności dzieci, o odejmowaniu sobie od ust w zamian za epitety, które strach przytaczać. Ale jest to opowieść snuta innym językiem, pod innym kątem, z innego światła, do tego stopnia, że cały smutek i ból jaki się z niej wynurza, jest bardzo zgrzebnie zapakowany w dużą dawkę ironii, humoru. Zdania aż się skrzą i błyszczą i nie pozwalają nam na łzy, ani na współczucie nawet, do momentu, gdy dotrzemy na ostatnią stronę i ostatnia linijka, jak wieńczące pociągnięcie pędzla,  uwypukli nam całości obrazu. Wówczas, nagle ujrzymy coś, co tak wspaniale maskuje wyrafinowana ironia języka Pietruszewskiej.
Są książki, o których trudno napisać tak, by nie zepsuć tego czaru, uroku i niesamowitego wrażenia, które po sobie zostawiają. Aż strach dorzucić jeszcze jeden kwiatuszek, czy zawijas, bo choć mały i niepozorny, może z łatwością zburzyć pięknie utkaną tkaninę. Wcale nie zwiewną, ani delikatną, ale grubą, szorstką i ciepłą, w której każda z nitek nadaje jej wyjątkowy charakter. I nie ma miejsca na ani jedną więcej.
Jest noc
Ludmiła Pietruszewska
Przeł.  Jerzy Czech
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012
Recenzja ukazała się na portalu Lubimyczytac.pl 
Advertisements

7 thoughts on “pod osłoną

  1. Widzę, że mamy podobne wrażenia.;)Nie podoba mi się tani chwyt w postaci reklamowania książki jako "studium rosyjskiego wcielenia Matki Polki.” Czyżby wydawnictwo martwiło się, że bez tego porównania (chybionego moim zdaniem) czytelnik się nie zainteresuje powieścią?

  2. czytałam Twoje wrażenia zanim zabrałam się jeszcze do lektury. Pamietam ze pisałaś o tej matce polce, ale nie ukrywam umknęło mi to jakoś zupełnie. Ty wiesz jak się zdziwiłam jak to przeczytałam na okładce? Bo mi ni cholery tam rosyjska matka polka nie pasi, no nijak, a potem zastanawiałam sie dlaczego bo przeciez i matka i urobiona i wszystko dla dzieci no niby atrybuty ma ale one jakby z innego materiału

  3. warto, ja mam ochotę na jej kolejną pozycję i jak się znam to łynknę:-)Noc moge Ci pozyczyc ale za 2 osoby. znaczy w tej chwili jest pozyczona i w kolejce przed Tobą jest jeszcze 1

Możliwość komentowania jest wyłączona.