Nobel

bo we mnie jest inne życie …

Są takie książki, co po ostatniej stronie zamykają jakąś przygodę, która, jak każda podróż, czegoś nas nauczyła. Ale nie marzymy już, by w niej nogi, czy ręce jeszcze kiedyś zanurzyć, nie wyplątujemy nici spomiędzy palców, bo żadne tam nie zostały. Nie chodzi nawet o to, że książka wpadła drzwiami i z wiatrem pognała przez okno, subtelnie nas omijając, bo ona właśnie zostawiła po sobie jakiś bałagan, czy porządek, którego oczekiwaliśmy. Jest tak, jak być powinno i w taką postać rzeczy nie zamierzamy ingerować. Komoda została zakupiona, półki zapełnione, dokładnie tak, jak w katalogu.
Takie refleksje narzuciły mi się po lekturze Karła Para Lagerkvista. Może powinnam była zacząć od Barabasza, którego wczoraj nocą wyszperałam za grosze w jakimś internetowym antykwariacie?
Nie wiem, ale jakoś nie do końca urzekła mnie ta historia, skąd skądinąd niezła.
Bo np.
Zauważyłem, że czasami wzbudzam w ludziach lęk. Ale boją się samych siebie. Sądzą, że ja ich przerażam, czyni to jednak karzeł kryjący się w nich, człekopodobna istota o małpiej twarzy, wystawiająca głowę z głębi ich duszy. Ogarnia ich strach, bo nie wiedzą, że mają w sobie inną istotę. (genialne, nie?) W ogóle wpadają w lęk, gdy coś wynurzy się na powierzchnię, wychynie z ich wnętrza, z jakiejś kałuży błota w ich duszach, z czegoś czego nie znają i co nie ma nic wspólnego z ich rzeczywistym życiem. Gdy nic nie widać na powierzchni, nie boją się, nie lękają się tego, cokolwiek by to było. Chodzą wyprostowani i spokojni, pokazując gładkie twarze bez żadnego wyrazu. Ale zawsze jest w nich coś innego, choć udają, że tego nie widzą, żyją nie wiedząc, że prowadzą równocześnie kilka rożnych żywotów. Są tak dziwnie skryci i niezharmonizowani.
I są też zniekształceni, choć wcale tego po nich nie widać.
Gdybym miała, jak zamierzałam, wyboldować co istotniejsze kawałki, cały cytat chyba byłby boldem. Żałuję, że cała książka nie płynie w tym kierunku, pochłonęłabym ją z wypiekami, tym bardziej, że ten cytat jest z 23 strony. Zapowiada się obiecująco, po czym na kolejnej stronie znajduję już zwykłą konstrukcję, wielką płytę, bez szpar na wygrzebanie jakiegokolwiek skarbu:
Strach? Co to takiego? Czy to strach odczuwam leżąc samotnie nocą i widząc jak widmo Jozafata zbliża się do mego posłania, jak przychodzi do mnie śmiertelnie blady, z siną pręgą dookoła szyi i rozdziawionymi szeroko ustami.
Nie czuję leku ani żalu, niczego, co by mnie w jakiś szczególny sposób wzruszało. Gdy widzę go, myślę tylko, że nie żyje, i że od tej chwili jestem zupełnie sam, w ciemności tak, jak od chwili, gdy go udusiłem.
Nie ma w tym nic przerażającego.
Potem miejscami było jakoś tak, płytko i zbyt pewnie pod nogami. Odłożyłam książkę bez żalu, ale z zamiarem przeczytania Barabasza. Bo jak to mawiał mój profesor noblesse oblige i po Noblu to się jednak spodziewam czegoś więcej.
Chyba jednak większe wrażenie zrobiło na mnie Zło  J. Guillou. 
Ale może dlatego, że Zło czytałam zanim pochłonął mnie Holocaust i po takiej lekturze, jak Oświęcim w oczach SS, niewiele jest w stanie zrobić na mnie wrażenie?
A teraz czytam Balla (Świadek). Moje odkrycie ostatniego tygodnia. Bałam się, że kupię książkę i będę się miesiącami gapić, jak na ołtarz, nie otwierając, ze strachu, że nie dojrzę tych drobnych koronek, tych frezów cienkim dłutem napisanych, że nie poczuję chropowatości powierzchni. I że wszystko zmarnuję. Ulisses tak leży na półce od kilku lat. Wciąż czuję się na niego za głupia. Wiem, to się może źle skończyć.
No a tu proszę, otworzyłam i żadne niebo nie zagrzmiało. Od pierwszego akapitu poczułam znajome ciepło dłoni, ściany, pokoje i drzwi, które widzę pierwszy raz, a czuję się jak u siebie, jak bym się tu urodziła:
Siedzieliśmy przy stoliku w kącie tejże kawiarni. Jedyni goście. Mężczyzna i kobieta. Para. No i jeszcze tego kelnera obserwowaliśmy z obawą. Nie jesteśmy złymi ludźmi, i stąd te obawy. Na wszelki wypadek obawialiśmy się zawsze i wszędzie, oczekując na ewentualny atak, nagłą katastrofę albo przynajmniej na to, że coś się nagle okaże. O świecie, w którym żyjemy. O naszych najbliższych. I o szerszym kręgu znajomych. I wreszcie o politykach. Albo o kierownictwie urzędu, w którym pracowaliśmy. A zwłaszcza – o nas.
Balla, Świadek, Biuro Literackie, str 6
Czy Wy też tu widzicie Karła?????
P. S. Czytałam też Jedwab i Bez krwi Baricco, polecam! Krótkie historie, które bardzo dobrze chowają się do kieszeni plecaka i długo można z nimi wędrować
Reklamy

12 thoughts on “bo we mnie jest inne życie …

  1. Mnie się "Karzeł" b. podobał, "Sybilla" też. Nie rozumiem natomiast powszechnego zachwytu nad "Jedwabiem" – ot, bajeczka dla dorosłych. "Bez krwi" wydało mi się o wiele lepsze, bo niepokoi, uwiera, nie daje gotowych odpowiedzi.

  2. a mnie się podobał i Jedwab i bez Krwi, trafia dokładnie w moją wrażliwość. Choć wg mnie to bardzo różne książki. Jedwab mnie zaskoczył a bez Krwi nie, spodziewałam się takiej kolei rzeczy, gdzieś podskórnie. Karzeł za mało odkrywczy i zbyt banalny, a może niepotrzebnie nastawiłam się na "niewiadomoco"?

  3. Chyba będę musiała go jednak powtórzyć, żeby sobie coś przypomnieć. "Jedwab" spłynął po mnie, w przeciwieństwie do "City" i nieco słabszych, ale z klimatem "Zamków z piasku".

  4. oczywiście, jeżeli tylko tak uważasz:-) ja zazwyczaj mam dobre chęci na powtórki a potem wiadomo:-)

  5. mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe odmiennego zdania.Nie uważam książki za złą, ale mnie przeszkadzało to, że bohater jakkolwiek charakterystyczny i jakkolwiek mocny na niego nacisk położył autor, dla mnie był zbyt jednoznaczny i zbyt jednobarwny. Nawet te jego "diabelskie" intrygi nie były jakoś mocno wyrafinowane i nie zaskakiwały. W jego rozumowaniu, postępowaniu nie dostrzegłam żadnych meandrów, zakamarków, wieloznaczności. Nie było korytarzy ani ukrytych piwnic. Żadnego rogu, zza którego mógłby wyskoczyć i krzyknąć ła! tu cie mam!. Nie zwiódł mnie ani razu, ani nie zaskoczył …ani nie przekonał. Był niemal nierzeczywisty.Ale to oczywiście moje widzenie i moja opiniarównież pozdrawiam :-)Monika

Możliwość komentowania jest wyłączona.