baśnie

baśnie

Miałam w szkole podstawowej taką nauczycielkę od polskiego. Była mała, szczupła, chodziła w butach na niebotycznych obcasach, stawiając kroczki niczym gejsza, a oczy chowała za okularami i makijażem na pandę. Wydawała mi się oschła i na dystans. Z czasem zrozumiałam, że mnie nie lubiła, po prostu. Najpierw mimochodem, przy jakiejś okazji, oznajmiła, że jestem pyskata, a potem okrasiła moje wypracowanie czerwonym dopiskiem, jako infantylne, co z resztą pewnie było zgodne z prawdą, całą podstawówkę bowiem, czytałam baśnie (nie mylić z bajkami). Tej adnotacji jakoś dotąd nie mogę jej wybaczyć, bo oczywiście nie umknęła ona uwadze moich rodziców, którzy wówczas zabronili mi czytać moje ulubione książki. Mam jednak swoje małe zwycięstwo. Zakaz przyszedł już za późno. Ziarno zostało zasiane i od dawna kwitło w mojej głowie. Jest w Eraserhead Lyncha taka scena, gdzie z ziarna kiełkują długaśne łodygi oplatając sobą wszystko ku zdziwieniu bohatera. U mnie tak jest, dokładnie tak kiełkują myśli w mojej głowie. Na moich oczach kwitną, więdną, rozwijają się, łaskoczą, przeszkadzają i nie dają spać. W tempie zastraszającym. Zagęszczają mi głowę po ostatnią wolną przestrzeń. Z baśniami też tak było. Zapuściły korzenie i wystawiły łodygi. Robiły to przez 6 lat. Wiecie jak to jest, kiedy wyjeżdżacie na wakacje a Wasz partner, nagle przemalowuje Wasze mieszkanie? Wyrzuca ulubione meble? Albo idziecie do stylisty, który wymienia całą Waszą szafę, na być może korzystniejszą dla Was, ale obcą? Wyobraźcie sobie jeszcze introwertycznego ogrodnika, który z zapałem wielkim pielęgnuje swój pokraczny ogródek, bo nic innego już nie ma. I nagle jeden ruch i z ogrodu zostają grudki ziemi. Może nawet pięknie wyrównanej, obsianej. Może to poletko jest i ładne nawet po tej katastrofie, ale boleśnie takie samo jak każdy inny kawałek ziemi.

fot. Agnieszka

Ludzie, kto wam pozwala niszczyć tak cienką i delikatną materię???? Nie umiecie szyć, a chcecie być kreatorami i psujecie całe bele jedwabiu. Produkujecie te swoje mnisie habity, które krepują nam ruchy, które nas pchają w rządki, szeregi i wyglądamy jak pole kapusty pospolitej. Kto wam dał do tego prawo? Kto wam pozwolił niszczyć dzikie łąki i pokaleczone stokrotki? Kto wam wmówił, że nieregularność jest brzydka a chaos zły? Coś we mnie pękło tamtego dnia. Jakiś prąd nieprzyjemny wstrząsnął moimi komórkami. A one ze strachu zamarły. Na wiele lat. Zaczął się proces równania mnie do prawej, ścinania wszystkiego, co odstaje. Uporczywa mania wygładzania, polerowania, do szarości, do bezkoloru. Kiedy wychylałam wzrok za daleko, albo rękę wyciągałam tak, jak z młodego żywopłotu wystaje nowy świeży liść, radosny, bo nagle oto ma dostęp do całego powietrza, brzęk ostrych nożyc, skutecznie przycinał mi moje pragnienia. Do prawej. Miałam rosnąć równo, jak inni. Poprawnie, z gracją, przeciętnie. Foremnie. A ja jestem pogięta cała, w tym bólu skręcona, ukryta gdzieś wśród obcych liści, albo jakąś plandeką przykryta, żeby nie odstawać. Bo wszystko, co brzydkie, pokraczne, co inne należy schować, ukryć, opluć w najlepszym razie nie zauważać. Co z tego, że ten liść z żywopłotu wybija się nie tylko, żeby świat własnymi oczami podziwiać, ale też, żeby wzbudzać zachwyt. A on zanim dobrze zdążył się rozejrzeć usłyszał, że jest brzydki, że nie pasuje. A potem było już tyko gorzej. Dziś mam pustelnię swoją, zamek. Mam mur gruby i lochy. Nie wyciekło stąd jeszcze ani jedno zdanie, ani jedna litera nie przedarła się pod progiem. Na klucz jestem zamknięta. Wśród demonów swoich sypiam, o ich pierś oparta, kosmatymi łapami owinięta. Na marginesie życia straszę. Wiem, że przyjdzie dzień, kiedy będzie mi za ciasno, kiedy jednym chórem krzyk się z nas wydobędzie, który powali wszystkie cegły. I wstanę wówczas. To będzie kilka chwil zaledwie albo jedna tylko może. Ale nic nie żyje wiecznie. Zagrzmię jeszcze.

tekst wygrzebany

Reklamy

4 thoughts on “baśnie

  1. wyłaź z lochów i to jużnie można pozwolić się dać zdusić,już to wiempewnie czasem i samotnia jest potrzebna aledrzewa nie rosną bez słońca

  2. hehe, miałam dwie takie koszmarne polonistki – i w podstawówce i w liceum. one hołubiły jedynie przeciętność i nudę. olewałam je.tekst bardzo mnie ujął.

Możliwość komentowania jest wyłączona.