Uncategorized

 

dyn001_original_372_520_pjpeg_2646967_cb5050c9e54b5d92ae70f5e67b0b87d8Dawno, dawno temu … może będzie jak w bajce, bo wspomnienia zdążyły się zatrzeć, przybrać miękki kształt i konsystencję gumy. Albo plasteliny, którą można zawsze gdzieś wgiąć, dolepić, zalepić, rozciągnąć. Niby wedle upodobań, choć w środku zawsze będzie to samo. Takie są moje wspomnienia. Trochę jak wczorajsze prześcieradło, które nakładam na moje dzisiaj i patrzę, jaki ma kształt. Gdzie robią się fałdy i załamania, gdzie dziś pada cień. Byłam jeszcze w liceum, kiedy koleżanka z ławki poleciła mi Muzeum Wyobraźni Łysiaka. Łysiak dla mnie to był gość, który napisał Konkwistę i gość, z trzeciego rozdziału Francuskiej ścieżki. Jednym słowem, nierówny. I nagle takie Muzeum Wyobraźni, pełne pięknych ilustracji, książka, której potem szukałam przez wiele lat. Książka, która w stanie agonalnym osiągała wysokie sceny. Książka, której okładka ( Rene Magritte) zdobi ścianę mojego dawnego pokoju do dziś ( tu ukłony w stronę przyjaciółki  z ławki przed). Książka, której wznowienia się doczekałam, kupiłam, odłożyłam na półkę i nigdy nie zajrzałam. Nikomu też jej nie pożyczam. Nie pożycza się wspomnień, marzeń, kawałka swojego świata. Można do niego zaprosić, razem zasiąść przy stole do posiłku, ale nie zapakować danie na wynos. Na moich półkach jest kilka takich książek. Sama opisuję swoje pokoje, wnętrze mojego domu, zanim ktoś to zrobi za mnie, zanim ktoś mnie uprzedzi i wstawi moje meble do swojego pokoju, zanim mnie okradnie z moich myśli, uczuć, zanim zedrze ze mnie ubranie, zanim zostanę naga, bezbronna, bez słów. Są podróże, które przebyłam sama a zdjęcia są wytatuowanym pejzażem w mojej duszy w moim sercu, nową fałdką w mózgu, powstałą z nagłej lawiny, lub mozolnie drążoną przysłowiową kroplą wody. Są pokoje zamknięte na ten jeden mały klucz, którego nie wolno wam użyć, a ja jestem potworem, który czeka na waszą niesubordynację. Albo na śmiałka, który z tego rozbitego w furii szkła ułoży witraż* . Potwór wciąż we mnie drzemie. A ja oglądam album z pożółkłymi zdjęciami i wracam plasteliną wspomnień do rozdziału o statku. O tym, który stoi w porcie i czeka. O tym samym, którego szukałam uparcie w Louvrze, co tydzień niemal, w sali malarzy z północy. O tym statku, do którego zawsze mogę wsiąść i odpłynąć, jak tylko … lista jest długa. A statek kołysze się w przystani. Już nawet nie spoglądam na niego przez okno, bo teraz się go boję, że wsiądę, że odpłynę, że będę potworem żeglarzem z samymi komnatami na małe kluczyki, w których będę trzymać całe moje dotychczasowe życie. Zamknięte, bezpowrotnie. Na morzu, ja potwór klucznik, strażnik pokoju wymuszonego krwawą rewolucją A statek kołysze się nadal w przystani. A moje życie jest daleko w głębi lądu. A klucz do komnaty ściskam w dłoni. Do krwi. Stawiam miękkie kroki w trawie, czasem trafiam na mały kamień. Kurz ścieram pobieżnie a kwiaty stawiam na środku stołu, żeby odwrócić uwagę od brudnych okien i kotów w kątach ścian. Noszę te same ubrania i nie wkładam ręki w gąb szafy w ciemność, z której mogę wyciągnąć nitkę ze swetra, który gryzie. * Pokalanie Piotr Czerwiński

 

Advertisements