Uncategorized

o swetrach

Ladislava Fuksa kupiłam od razu hurtowo, choć nie od razu wszystko. Potem leżały te książki tak kilka miesięcy koło łóżka, co rusz przygniatane kolejną stertą. W końcu powiedziałam stop!, nie kupuję, a kasę przepuszczam na ciuchy. I zaczęłam czytać. Na pierwszy ogień wzięłam Śledztwo prowadzi radca Heumann (Příběh kriminálního rady, 1971). Tak szczerze, to miałam… Continue reading o swetrach

baśnie

baśnie

Miałam w szkole podstawowej taką nauczycielkę od polskiego. Była mała, szczupła, chodziła w butach na niebotycznych obcasach, stawiając kroczki niczym gejsza, a oczy chowała za okularami i makijażem na pandę. Wydawała mi się oschła i na dystans. Z czasem zrozumiałam, że mnie nie lubiła, po prostu. Najpierw mimochodem, przy jakiejś okazji, oznajmiła, że jestem pyskata,… Continue reading baśnie

Uncategorized

Wariacje na temat rodziny Bradshaw, Rachel Cusk

 (…) Czy to wyjaśni uczucie, które ją często dopada, że tak naprawdę nigdy w pełni nie daje siebie ani jej, ani dzieciom? Że choć chce coraz więcej, to nigdy tak naprawdę nie jest obecny, nie ma go u samych korzeni; tylko jak wiśnia sąsiadów, o gałęziach sięgających do ogrodu Bradshawów, podczas gdy drzewo rośnie po… Continue reading Wariacje na temat rodziny Bradshaw, Rachel Cusk

Uncategorized

Moja Tralfamadoria

fot. Luca Erba Najważniejszą rzeczą, jakiej nauczyłem się na Tralfamadorii, było to, że śmierć jest tylko złudzeniem. Człowiek żyje nadal w przeszłości, tak więc głupotą jest płakać na pogrzebie. Wszystkie chwile przyszłe, obecne i przyszłe istniały i zawsze będą istnieć. Tralfamadorczycy mogą oglądać te różne chwile tak, jak my możemy oglądać Góry Skaliste. Widzą, że… Continue reading Moja Tralfamadoria

Uncategorized

Śniadanie u Tiffany’ego – Truman Capote

„(…)- Nie wolno kochać dzikich stworzeń, panie Bell – poradziła mu Holly. – Doc popełnił ten błąd. Zawsze znosił do domu dzikie zwierzęta. Jastrzębia ze złamanym skrzydłem. Albo kiedyś nawet dorosłego rysia ze złamaną łapą. Ale nie można oddawać serca dzikim stworzeniom: im bardziej się je kocha, tym silniejsze się stają. Mają siłę żeby uciec… Continue reading Śniadanie u Tiffany’ego – Truman Capote

Uncategorized

Justyna Bargielska Obsoletki

Przyjechał mój pociąg. Po sam brzeg załadowany i gdyby było cieplej, niechybnie część jego zawartości wystawałaby przez okno, celem zwiększonego ładunku i ewentualnego wpisu do Księgi Guinessa. Ale było zimno i nikt nie wystawał, w związku z czym cały ładunek się nie zmieścił. Ja się zmieściłam. Z książką nawet, pewnie dlatego, że cienka była. Bo… Continue reading Justyna Bargielska Obsoletki

Uncategorized

Italo Calvino Niewidzialne Miasta

Nie będę pisać o książce, ani jej streszczać. Jest specyficzna; albo dotrze, albo ominie. We mnie wrosła hydrauliką miasta, rurami bez ścian, w których krążą słowa, niewidzialne, bezdźwięczne ale ciężkie, bo niosą to wszystko, co znaczą. „(…) Obrazy pamięci zacierają się, skoro tylko zastygną w słowa – powiedział Polo. – Może boję się, że stracę… Continue reading Italo Calvino Niewidzialne Miasta

Uncategorized

Michał Witkowski Drwal

Znawcą kryminałów nie jestem. Fanką też nie specjalnie. Gdy usłyszałam, że Witkowski dorzucił kamyczek do gatunku, zachodziłam w głowę, jak on będzie wyglądał, no bo na pewno nie klasycznie. Nie spodziewałam się niczego na poważnie. Ani rasowej lodówki żylnej krwi i ostrych schodów napięcia również nie koniecznie. No i dobrze. Mniej więcej do połowy miałam… Continue reading Michał Witkowski Drwal

Uncategorized

Taras Prochaśko – Niezwykli

 Jeszcze nie skończyłam, nie chcę skończyć za szybko. Sączę zdania przez cieniutka słomkę powolutku, pod parasolem wyobraźni. Jestem schowana przed innymi światami. Dotykam słów jak rzeczy na strychu, znajomych, choć już dawno zapomnianych. Ożywają we mnie struny pęknięte, które teraz prężą się jak nowe w takt zdań. Obrazy, które znam, a których tak nie widziałam… Continue reading Taras Prochaśko – Niezwykli

Uncategorized

Czytając Blondynkę – proszę nie spodziewać się recenzji

Skończyła właśnie Blondynkę J.C. Oates. Jakaż głupia była ta Marilyn. Jaka głupia! – pomyślała. W zasadzie to nic w niej, na jej temat się nie zmieniło. Nie było: hmm, ach teraz rozumiem, ani: hej Marilyn, nie wiedziałam, że jesteś taka fajna!. Bo nie była. Nie w jej oczach. Wydawało jej się, że wie o aktorce… Continue reading Czytając Blondynkę – proszę nie spodziewać się recenzji

magdalenka

Wszystko może być Proustowską magdalenką

Znów mam zimne dłonie. Zawsze mam. Dawno temu ktoś mamił mnie teorią, że prawdziwe kobiety mają zimne dłonie i stopy. Dawno temu, kiedy nie wiedziałam, że jestem kobietą, starałam się w to uwierzyć. Wówczas szukałam znaków, wyróżników, które jak w psychozabawie, łączną sumą przypisałyby mnie do jakiejś kategorii, ludzkiej najlepiej. Dziś, mimo że nadal nie… Continue reading Wszystko może być Proustowską magdalenką

Uncategorized

Wełna – Lars Gustafsson

” (…) Ale tego, co naprawdę ważne, nie znajdziecie jednak, choćbyście nie wiem jak próbowali. Gdyż ukryłem to w Alkatrazie. W najniższym lochu, w najgłębszej cuchnącej piwnicy, wśród pajęczyn, rupieci i starych zbutwiałych drelichów więźniarskich, których nie używano od czasów Al Capone, tam schowałem swe serce. Ukryłem je tak głęboko, że nigdy go nie znajdziecie,… Continue reading Wełna – Lars Gustafsson

Uncategorized

Jakbyś kamień jadła – W Tochman

Czytam Tochmana. Wcześniej był Jagielski, był Grossman i Kapuściński rzecz jasna. Tym razem mam przed sobą zaledwie kilkadziesiąt stron, które opięte w okładkę, wyglądają niemal jak broszurka ku przestrodze. Pomyślałam sobie: „phi!”, jeden dzień … Mały format, idealna do pociągu. Po pierwszych zdaniach już wiem, że mam przed sobą Mount Everest. Każdy rozdział jest niemal,… Continue reading Jakbyś kamień jadła – W Tochman